piątek, 26 lutego 2016

Choroba niedoczasu - mój rachunek sumienia

Zastanawiałam się o czym tym razem napisać – zupie cebulowej, dyskusyjnym klubie książki, domowym spa na polepszenie nastroju? Ale ostatecznie zdecydowałam się na chorobę niedoczasu bo widzę po swoim przykładzie jak łatwo jej ulec. Znalazłam więc swój tekst pisany na ten temat rok temu i zaczęłam po raz kolejny robi rachunek sumienia. Zresztą, życie cały czas się zmieni a my musimy zauważać te zmiany i dostosowywać się do nich.

Pomimo uważności i celebrowania życia lubię czasem pędzić, robić wiele rzeczy jednocześnie, czytać w tym samym czasie kilka książek, interesować się masą rzeczy i stale próbować czegoś nowego. Sprawa temperamentu. Problem w tym, że kiedy pojawiło się w domu małe dziecko czas na własne sprawy skurczył się: mam go „na wyłączność” dopiero od około 21, kiedy to dzieci już śpią; jest więc pokusa, żeby go rooooooozciągnąć a najłatwiej to osiągnąć przesiadując do późna w nocy. I tu właśnie pojawia się mój słaby punkt - pokusa przez którą wpełza pozornie niewinny bakcyl  niedoczasu-  przez około 2 godziny próbuję być na raz  wszystkim i nadrobić rzeczy, których nie udało mi się zrobić w ciągu dnia. Czytam, piszę, robię czasem na drutach, przeglądam sklepy internetowe, sprawdzam pocztę, spędzam czas z mężem (jeśli nie przygotowuje się akurat do pracy). Patchwork, misz-masz, groch z kapustą. Wszystko na raz. Efekt: zmęczenie (z niedospania), które zakumulowane w organizmie daje znać o sobie częstymi bólami głowy i poranną totalną nieprzytomnością. Co postanowiłam?
·        Spokojnie czytać tylko jedną książkę i naprawdę się nią delektować (a nie 5 na raz jak mam to w zwyczaju). Tym razem wybór padł na Zagubioną dzielnicę (P. Modiano), którą będziemy wraz ze znajomymi omawiać na Dyskusyjnym Klubie Książki – poszperam przy okazji na jej temat w Internecie i pomyślę o dyskusji (wymiana myśli z innymi ludźmi naprawdę poszerza horyzonty i inspiruje.
·        Zrezygnuję z surfowania po sklepach internetowych  i ograniczę się tylko do konkretnych zakupów.
·        Co tam, w ogóle nie będę po uśpieniu dzieci korzystać z komputera (chyba, że w sytuacjach nagłych i ważnych).
·        Pisanie jako swój priorytet zostawię na dzień, kiedy Malina śpi.
·        To, czego nie uda mi się zrobić w ciągu dnia zostawię sobie na dzień następny.
·        Wieczorami nie będę robiła nic pożytecznego.
·        Będę chodzić spać przed 23.00.

W następnym poście zamieszczę swój tekst o niedoczasie (swoją drogą to określenie zawsze mnie rozbawia).

wtorek, 23 lutego 2016

Dodatki do herbaty - imbir, kardamon, cynamon i mięta

Ostatni tydzień minął dość ciężko, może za sprawą poferyjnego powrotu do dawnego rytmu – takie zmiany zawsze są trudne.  
Ale cóż… opiekuję się dziećmi, pracuję, dalej robię wiosenne porządki, a przy okazji popijam herbatkę miętową (czasem z miodem i cytryną), albo malinową. Tym razem ogarnęłam półkę na książki, „zagłębie” płyt CD w stojakach na podłodze, półkę nad kominkiem a mąż wyrzucił wczoraj choinkę (zewnętrzną). Kiedyś próbowałam zastanowić się nad dziesięcioma rzeczami, które chcę zmienić w domu i muszę przyznać, że szło mi to ciężko; teraz przy okazji sprzątania wychwytuję te potrzeby i zapisuję w notesiku. Nie zawsze chodzi o coś dużego i drogiego (jak wymiana regału na książki), czasem są to zupełne drobnostki – zakup szkatułki do przechowywania biżuterii, zamontowanie nowej półki na książki czy zdjęcie ze ściany opatrzonego obrazka.  
***
Przyroda wydaje się być zahibernowana, trochę nijaka, otulona w szarościach smętnej pogody. W takich chwilach tym bardziej trzeba dbać o siebie, wsłuchać się w swoje potrzeby i być dla siebie naprawdę dobrym. Przypomniała mi o tym moja wczorajsza migrena.

Któregoś dnia wyszłam z aparatem na poszukiwanie pierwszych oznak nadchodzącej wiosny. Udało się – jakieś drobiazgi znalazłam i nieważne, że następnego dnia spadł śnieg - wiosna i tak wydała mi się czymś bardziej realnym niż wskazywałaby na to aura za oknem.

slow life, blog

slow life, blog

slow life, blog

slow life, blog

Myślę, że intensywne aromaty, smaki, kolory i zapachy  pomagają zwiększyć nasz apetyt na życie. Jesień i zima to nie tylko szaruga, chandra, zimne wiatry przeszywające na wskroś  i ciemności - to również długie wieczory pachnące orientalnym aromatem rozgrzewających przypraw, ciepłe miękkie szaliki otulające nas szczelnie kolorami, czas na szczyptę introwertyzmu i domowe spotkania z przyjaciółmi. 
Robię sobie czerwony, wysoki komin dopasowany do swojego rozmiaru i sama praca z tym kolorem poprawia mi nastrój. W kolejce czeka intensywnie morska włóczka - też na pewno coś z niej powstanie.

slow life, blog


A może by tak zaserwować sobie, przyjaciołom czy domownikom herbatę z kardamonem, imbirem, miętą i/lub cynamonem? Można eksperymentować z tymi składnikami dowolnie, pamiętając o tym, żeby kupować kardamon w postaci owoców (zmielone nasiona szybko tracą smak i aromat) i na dzbanek o pojemności 1 litra dodając od 6 do 10 nasion a świeży imbir owinięty w papier przechowywać w lodówce a w sklepie wybierać kłącze o napiętej, gładkiej jasnobeżowej skórce (obieraj je obieraczką do warzyw).
Pamiętaj również, że imbir jest rośliną o właściwościach leczniczych - między innymi ułatwia trawienie, polepsza krążenie krwi i zwiększa koncentrację, leczy migreny i przeziębiania – ale jest to przyprawa ostra i nie należy stosować jej będąc w ciąży, karmiąc i przy przewlekłych chorobach przewodu pokarmowego. 

Może by tam pomyśleć o dodatkach w kontrastujących, ciepłych i żywych barwach przypominających trochę orient: fiolecie, morskim błękicie, ciemnym lub burym różu? Tak dla odmiany i pobudzenia zmysłów. 

wtorek, 16 lutego 2016

Herbatki owocowe i sposób na codzienne porządki

Koniec ferii zimowych a więc powrót do dawnego rytmu. W powietrzu zaczyna czuć się już wiosnę; zaczęłam nawet rozglądać się tu i ówdzie po ogródku i zastanawiać nad pierwszymi wiosennymi porządkami – choć to jeszcze dużo za wcześnie a to uniesienie trochę na wyrost... w końcu mojemu mężowi nadal nie udało uporać się z choinką (a dzisiaj był termin wywozu).

herbatki owocowe, slow life,blog

Moje wielkie domowe przedwiosenne porządki trwają. Dzisiaj udało się uporządkować tablicę magnetyczną i jedną z szuflad dziecięcych. Pomału, codziennie po trochu a na wiosnę nasz dom będzie tryskał nową energią bez konieczności rzucania się w nerwowe pucowanie.

herbatki owocowe, slow life,blogherbatki owocowe, slow life,blog
Gorzej z ograniczeniem kupowania czyli z „ascezą konsumpcyjną” – w oko wpadła mi dwutomowa seria: „Rafał Malczewski i mit Zakopanego” oraz „Zakopane w czasach Rafała Malczewskiego”. Uległam. Kupiłam. Powiększyłam stosik. Bywa. Czasem po postu trzeba.  Uwielbiam Dwudziestolecie Międzywojenne i Zakopane w tych latach bo to taki magiczny i intensywny okres „ (…) niezwykli ludzie, wielkie idee, szaleństwa, rozhukana moderna, emocje, ryzyko, zabawa, dobra kuchnia, dramaty, bankructwa, choroby, tęsknoty, skupienie, wystawy, twórczość, sport, wspinaczki (…)” i dodaję jeszcze do tego szczyptę mojej własnej tęsknoty za Tatrami w których nie byłam już wieki…

Malczewski, slow life, blog

***
Przypomniało mi się, że rok temu o tej porze zamiast czarnej herbatki piliśmy ziołowe, najchętniej z cytryną i miodem i chyba przez brak sklepu, gdzie moglibyśmy się w nie zaopatrzyć zaprzepaściliśmy tego zwyczaju i poszliśmy na łatwiznę picia czarnej herbaty.
I tu znowu moje skojarzenie, tym razem z herbatką pitą w słowackim schronisku górskim, serwowaną do śniadania wykupionego w pakiecie do noclegu na kamiennej podłodze. Chłodny, piękny poranek wysoko w Tatrach,  odprężające śniadanie i widok ze stołówki na przepastne góry.

Powrócę do popijania herbatki lipowej, miętowej, melisowej lub rumiankowej z miodem i cytryną, lubię też dodawać malinową do czarnej, żeby uniknąć sztucznych aromatów – można w ten sposób wykorzystując różne kombinacje sporządzić swoje własne mieszanki trafiające w nasz gust. Takie herbatki rozgrzewają, są lubianą przez dzieci alternatywą do soków i dają nam wiele korzyści zdrowotnych a przed wiosną trzeba się przecież wzmocnić.

niedziela, 14 lutego 2016

Nasz domek

Życie na wsi ma dla nas wiele plusów, ale ma też i minusy. Czasem więc w poszukiwaniu równowagi uciekamy do miasta. Wczoraj wieczorem wybraliśmy się na lodowisko na Starówkę, ale ponieważ zamieniło się w mały basenik poszliśmy dla pocieszenia na herbatę i pogaduszki do Czułego Barbarzyńcy na Piwnej. Właściwie to poszliśmy tam dla naszej ulubionej Pani Księgarki  - dla której to, na specjalną prośbę przesyłam zdjęcie naszego małego, białego domku (tak, tak - jeszcze z choinką świąteczną na pierwszym planie). Nie ma to jak inspirujące rozmowy wśród książek – tych nowych i tych starych, ocalałych od zapomnienia!

Gorące pozdrowienia.

slow life, blog

piątek, 12 lutego 2016

Post czyli asceza duchowa

Luty – niby zima i niby przedwiośnie - w przyrodzie „ascetycznie” a upragniona wiosna jeszcze nie w zasięgu ręki. Z drugiej strony to doskonały czas, żeby zacząć przygotowania do wiosny.

Luty w tym roku to czas Wielkiego Postu - Jan Turnau pisze, że jest to: „Określenie niedobre, kojarzy się ze sprawami brzucha, choć przecież o ducha tu chodzi. Owszem, przyda się naszemu duchowi pewna powściągliwość w jedzeniu jako ćwiczenie charakteru, ale to także ma w końcu służyć dobrym relacjom międzyludzkim”.

·        Rodzinnie postanawiamy nie jeść przez ten czas słodyczy i maksymalnie ograniczyć cukier.

Asceza świecka odnosi się co prawda do właściwego jedzenia i picia, ale również do odpowiedniej proporcję pracy i wypoczynku, troski o zdrowe otoczenie oraz do ograniczenia konsumpcji. Mam wrażenie, że przez pełen euforii okres Świąt i początku roku obrastam w ubrania, książki, magazyny i różnego rodzaju gadżety – pora wreszcie usiąść i je wykorzystać.

·        Wykorzystuję ten czas na wielkie porządki.

To świetne ćwiczenie do nauki odejmowania i dzielenia i przeciwwaga do ciągłego dodawania i mnożenia. Moje porządki nie są w stylu japońskich bestsellerowych poradników czy minimalistycznego szału, ale zupełnie zdroworozsądkowe i wymuszone przez najlepszego w tej dziedzinie eksperta czyli raczkujące i zaglądające WSZĘDZIE dziecko.

Codziennie wyrzucam coś z domu (z towarzyszącą temu refleksją), przyglądając się jak z upływem czasu zmieniają się potrzeby i pragnienia naszej rodziny – zmieniamy się przecież cały czas i sami musimy za sobą nadążyć. Ustalamy więc nowe priorytety. Zastanawiam się nad swoim konsumpcjonizmem i realnymi potrzebami.

Dokładnie przeglądam szafę i z przyjemnością pozbywam się nienoszonych od jakiegoś czasu ubrań swoich i dzieci (posegregowane na bieżąco dziecięce ubranka oddaję dzieciom znajomych), wyrzucam przeterminowane kosmetyki (po co mi tyle lakierów do paznokci!) i lekarstwa (wszystko oczywiście zgodnie z zasadami segregowania odpadków) a tym samym wpuszczam trochę świeżego powietrza w zapomniane kąty i przeorganizowuję przestrzeń.

Pozostaje jeszcze rozprawienie się (czyli przeczytanie) z tymi wszystkimi książkami, które cierpliwie czekają na swoją kolej i zalegają na półkach i parapetach: moje własne, pożyczone od znajomych, albo z biblioteki.  Pożyczone rzeczy oddaję. Niepotrzebne książki oddaję do biblioteki na book-crossing. Powstrzymuję się przed kupowaniem nowych książek i magazynów (tak, tak – ŻADNYCH magazynów póki nie przeczytam wszystkiego co zaległe), zagłębiam w treść poprzednich numerów (na szczęście umiejętność czytania i wyrzucania czasopism i gazet na bieżąco mam już opanowaną więc nie będzie tego dużo).


Ogarniam. I będzie tak aż do wiosny, do Wielkanocy – oczyszczanie własnej przestrzeni co na pewno będzie miało wpływ na równoczesne oczyszczenie ducha. Za każdym razem jest łatwiej i radośniej.


slow life, post

poniedziałek, 8 lutego 2016

Przyjemność pisania piórem

slow life, pióro


Tak się składa, że uwielbiam zapisywać: pomysły, plany, spostrzeżenia… a po przeczytaniu „Drogi artysty” już wiem, jak pożyteczny jest to nawyk i za poradą autorki – Julii Cameron – zaczęłam zasiadać do pisania również tuż po wyskoczeniu z łóżka omijając w ten sposób, drzemiącego zapewne jeszcze, wewnętrznego Cenzora. Lubię siadać z kubkiem ciepłej herbaty, spojrzeć przez okno i pisać to, co akurat przyjdzie mi do głowy – a rano rzeczywiście mamy zupełnie inne (może bardziej świeże) spojrzenie na świat. Zbieram w ten sposób roztrzepane myśli.

Pisanie to droga prowadząca do silnej i wyrazistej świadomości własnego ja. Poza tym „bardzo trudno jest narzekać na los, poranek za porankiem, miesiąc za miesiącem, i nie wziąć się w końcu do konstruktywnego działania. Strony wydobywają nas z rozpaczy i prowadzą ku rozwiązaniom, o jakich nam się nie śniło”.

Jednak to, do czego chciałabym właściwie wszystkich namówić, to pisanie piórem. Ja wybrałam swoje dość starannie wiedząc, że wkrótce staniemy się nieodłączną parą i rzeczywiście szybko dopasowaliśmy się do siebie.

slow life, blog

Pisanie piórem daje niesamowitą przyjemność bo jest czymś tak lekkim, że potrafi wręcz zmienić jakość naszej pracy.  Kształtuje nasz charakter pisma (świetny prezent dla dziecka), inspiruje i pomaga dostrzec piękno zaklęte w codzienności; stalówka płynnie przesuwa się po papierze co daje zupełnie inne wrażenie niż pisanie przygodnymi długopisami-reklamówkami.  

Szerzmy więc kulturę pisania piórem! 

czwartek, 4 lutego 2016

Geniusz - jak go w sobie odnaleźć



Szczepan Twardoch w radiowej rozmowie z M. Nogasiem  opowiadał, że jego dzienniki („Wieloryby i ćmy”) „powstały  z potrzeby notowania". Mówił o bardzo cienkich notesikach, które lubi nosić w kieszeni spodni i które mu nie przeszkadzają. W takich cienkich notesikach może zanotować zawsze jak coś wymyśli. ( Audycja: Do południa z dn. 10.11.2015.)

Nic w tym dziwnego - pisarze słyną z tego, że mają przy sobie notesy w których ponotowane są różne słowa, myśli, tematy – może powstanie kiedyś z tego wiersz, esej czy szczegół w fabule.

Ja też jestem fanką zeszycików, notatników i kalendarzy. Zawsze jest coś ciekawego do zapisania lub wklejenia: recenzja nowej płyty lub interesująco zapowiadającej się książki, którą warto będzie przejrzeć przy okazji najbliższej wizyty w księgarni, pomysły do realizacji, codzienne poranne przemyślenia, które nabrały intensywności i wyrazistości po nocy czy trafiający w sedno cytat. Jednym słowem coś, co po fizycznym uwiecznieniu potrafi do nas powrócić w zupełnie niespodziewany sposób i w tym odpowiednim dla siebie czasie. Niektóre projekty czekają cierpliwie w kolejce, ale przynajmniej nie są zapomniane – bo to, co w jednej chwili wydaje się być oczywistością w następnej potrafi trafić w niebyt. A szkoda.

Na słowa pana Twardocha zwróciłam uwagę bo tych, wymienianych przez niego, najmniejszych notesików nie stosuję  (raczej te stacjonarne domowe) a pomysł wydał mi się bardzo praktyczny - najwyższy czas, żeby wcielić to w życie.
***
Kiedy spacerowałam po lesie, tą samą co zawsze ścieżką, która wydaje się już tak przeze mnie tak wydeptana i oswojona, że aż monotonna, przyszło mi na myśl, że mogę ten tekst połączyć z pojęciem „jałowego biegu”. Otóż Marcus Raichle, amerykański badacz mózgu, odkrył iż „fakt, iż właśnie podczas pozbawionego konkretnego  celu nicnierobienia, niektóre obszary mózgu są bardziej aktywne niż podczas ukierunkowanego myślenia, przybliża nas do wyjaśnienia owych przebłysków geniuszu, które przenikają nas tak, jakby powstały z niczego. Wtedy bowiem, kiedy nie ma impulsów zewnętrznych, mózg może czerpać z ogromnego skarbca nagromadzonej „wiedzy wewnętrznej”. „Ktoś, kto zbyt zawzięcie  poszukuje rozwiązania, często dosłownie zdusza własną kreatywność – wtedy najwyższy czas przewietrzyć mózg i oddać się w ręce nieuświadomionej mądrości biegu jałowego” (Sztuka leniuchowania; U.Schnabel).


Tak więc warto spacerować, słuchać muzyki, leniuchować a wszystkie ciekawe rzeczy, które akurat wpadają nam do głowy notować aby nie wyparowały i zniknęły bezpowrotnie… 


poniedziałek, 1 lutego 2016

Przyroda w lutym


To właśnie w tym miesiącu poczujemy pierwsze powiewy wiosennych uniesień. Może stanie się tak za sprawą miłosnych treli sikorki bogatki, które trafią do naszych wytęsknionych wiosny serc? A może za sprawą wydłużającego się dnia, który pod koniec miesiąca będzie nas cieszył już od około 6:25 do 17:13 i sprawi, że rano przy śniadaniu otworzymy oczy nieco szerzej  i wpuścimy trochę energii słonecznej do swoich wyczerpujących się akumulatorów?