Jest to wyzwanie dla majsterkowiczów, ale też olbrzymia
satysfakcja, że przyczyniliśmy się do realnej ochrony przyrody. Czy warto
kupować gotowe budki? Wiele modeli może się okazać źródłem rozczarowań. Wiele z
nich nie zostało dostosowanych do realnych potrzeb ptaków, a więc istnieje
niewielka szans, że znajdą lokatorów; często można spotkać budki-atrapy, które mają stanowić jedynie dekoracyjny element
ogrodu.
Życie blisko natury - świadoma konsumpcja - mikrowyprawy - rzemiosło - przyroda. Chcesz żyć jeszcze bliżej natury i bardziej eko? Udaj się w tę codzienną podróż razem ze mną.
poniedziałek, 21 marca 2016
piątek, 18 marca 2016
Budki lęgowe dla ptaków - dlaczego warto
Wczoraj słońce i wiosna w pełni! Nawet w naszym wiejskim warzywniaku pojawiły się kwiaty i zioła. Lubię ten moment: pierwsze kwiaty jako przedsmak i zapowiedź działań ogrodowych. Nasz ogród jeszcze nie sprzątnięty, ale jako mama małego dziecka niekoniecznie panuję nad swoim czasem.
Które podobają się Wam najbardziej? Te niebieskie z żółtym środkiem są obłędne:
Najwspanialsza dekoracja domu, a później ogrodu. Jeśli nie ma się własnego można zawsze zostać "zielonym partyzantem":
Rośliny czekają na cięcie:
Na szczęście nasz ogród jest tak zaprojektowany, że nie potrzebuje zbyt wielu zabiegów – i tak będzie
piękny. Jestem leśnikiem, toleruję to co dzikie i poza naszą kontrolą – wysokie
drzewa będą nam dawały upragniony latem cień i mikroklimat a świerki i daglezja
balsamiczny zapach, miękki mech (z którym walczy tak wielu ogrodników) stanie się chłodnym miękkim dywanem w który zanurzą się nasze bose stopy, do ogródka ziołowego dosadzę nowe gatunki a krzewy i kwiaty
będą kwitły po kolei zmieniając scenerię wkoło nas. Będzie hamak i basenik. Można
się rozmarzyć… i pomyśleć, że to te małe kwiatki wyzwoliły lawinę ciepłych
skojarzeń.
Na spacerze widziałam też pierwsze motyle – żółte cytrynki.
Dzisiaj wiatr i chłód, siedzę z kawą i chyba nie zamierzam wychodzić; przed
chwilą zobaczyłam przez okno sikorkę modraszkę czającą się do budki lęgowej.
A teraz pozwolę sobie na odrobinę edukacji przyrodniczej:
Dlaczego warto jest wieszać budki lęgowe? Wystarczy rozejrzeć
się wkoło i zobaczyć jak bardzo człowiek zmienił środowisko i krajobraz. Pomyśl
o pasach żywopłotów, zagajnikach, łąkach z wiekowymi drzewami, sadach, starych
budynkach i wilgotnych łąkach, których już nie ma. Zastanów się nad
mechanizacją i chemizacją rolnictwa, wycinaniem starych sadów, osuszaniem łąk i
wycinaniem starych drzew. Każdy z nas w takiej sytuacji może przyczynić się do
bioróżnorodności i ochrony przyrody gdyż montowanie właściwie wykonanych budek
lęgowych zastępuje zniszczone siedliska naturalne i wspiera gniazdowanie
ptaków.
***
Za naszym płotem do tamtego roku była niezamieszkana działka ze ścianą drzew. W tym roku została już zagospodarowana a wszystkie drzewa usunięte - jest to normalna kolej życia nad którą nie ubolewam, ale nie zmieni to faktu, że w tym roku nie słyszałam już w lutym nocnego nawoływanie puszczyków - po prostu człowiek zmienił swoje otoczenie. Potrzebna jest więc rekompensata i konkretne działanie.
Myślę, że nasza zielona miejscowość przyciąga do siebie mikroklimatem, pięknymi starymi drzewami i poczuciem, że jest się zanurzonym w przyrodę, jednak bardzo często nowi mieszkańcy zaczynają od wycięcia wszystkich drzew na swojej działce i zniszczenia starych wielogatunkowych żywopłotów na miejscu których posadzą najprawdopodobniej tuje. Kiedy te działania powtarzają się zbyt często zmieniają się na niekorzyść walory przyrodnicze naszej całej wsi.
czwartek, 17 marca 2016
poniedziałek, 14 marca 2016
Najzdrowsze śniadanie na świecie
Zaczynam pisać tekst o owsiance. Napisany. Tekst leży w komputerze i czeka. Wydaje się taki banalny – ot, zwykła owsianka.
Zmywam naczynia w kuchni i przychodzi mi do głowy pytanie-dopełnienie
do tekstu o owsiance: Czym tak naprawdę
jest śniadanie? Jakie ma dla nas znaczenie i co może powiedzieć o naszych
przyzwyczajeniach, stosunkach rodzinnych czy kulturze?
Szczerze mówiąc nie mam
pojęcia jak inni jedzą śniadania. Czy jest czas na to nieśpieszne weekendowe? Czy
jest pomysł na szybkie, pełnowartościowe przed pracą czy szkołą? Czy są jeszcze
ludzie, którzy biegną rano po świeże pieczywo i mają czas na pogadanki przy
stole lub spokojne zebranie myśli?
Ostatnio odkryłam, że śniadanie jest dla mnie dopełnieniem
dobrze przespanej nocy. Kiedy nie wyśpię się jestem rozdrażniona i nieprzytomna
i nie zmieni tego nawet najbardziej pożywny posiłek. Dobra noc + dobre
śniadanie = dobrze rozpoczęty dzień.
Rok temu zaczęliśmy dla eksperymentu jeść owsiankę.
Przyznaję, że choć zazwyczaj nie jestem zbyt kreatywna w kuchni, to właśnie ja
wpadłam na ten pomysł. Przekonała mnie informacja, że jest ona w czołówce najzdrowszych pokarmów świata
– ot, taka zwykła, zdawało by się nudna owsianka W CZOŁÓWCE… NA ŚWIECIE… a poza
tym często znajduje się w jadłospisie profesjonalnych sportowców jako pierwszy
posiłek dnia.
Na opakowaniu płatków owsianych (około 2,50 zł) nie ma informacji, że
jest to jeden z najzdrowszych pokarmów świata, ale kolorowe opakowania płatków
przetworzonych o niezwykle apetycznych nazwach „krzyczą” do nas o swoich
walorach i wartościach odżywczych
Najpierw zrobiłam krótki wywiad w warszawskich knajpach z
czym się ją jada, bo skoro jest ona również modna „na mieście”, to jednak coś w
tym musi być. Wkrótce odkryłam, że można ją serwować:
·
z
jogurtem, miodem i świeżymi owocami,
·
z
łososiem, serem bałkańskim i pestkami dyni,
·
na
mleku kokosowym z miodem, goździkami i owocami,
·
z
mascarpone i sezonowymi owocami,
·
z
orzechami i suszonymi owocami,
·
z
miodem i owocami,
·
z
prażonym sezamem, cząstkami pomarańczy, migdałami i miodem,
·
po
irlandzku z sosem na bazie whisky,
·
z
bananem, daktylami i siemieniem lnianym.
Efekt jest taki, że jemy owsiankę praktycznie codziennie od
roku. Jest bowiem bardzo łatwa i szybka w przygotowaniu:
na jedną dużą porcję
wystarczy ¾ kupka płatków ugotowanych w około takiej samej lub większej ilości
mleka (lub wody), szczypta soli i trochę dodatków: świeże owoce, ziarna, kakao
lub krem czekoladowy, konfitura, owoce z puszki czy sudzone, otręby, zarodki pszenne,
miód i wszystko to, na co mamy w danej chwili ochotę (i pod
ręką).
O tej porze roku dodajemy siemię lniane, świeże owoce i te
które mamy zamrożone: czarną porzeczkę, borówkę amerykańską czy truskawki a
osładzamy miodem lub bananem. Bardzo lubię suszoną żurawinę – to taka moja
słabość.
Jest to mimo swojej prostoty mieszanka białka, najlepszych
aminokwasów, witamin B6 i B1, kwasu
pantotenowego, substancji działających antydepresyjnie i likwidujących zły
nastrój, magnezu, żelaza, błonnika i bardzo cennych nienasyconych kwasów tłuszczowych.
Myślicie, że to nudne jeść na okrągło owsiankę? Dla nas takie
śniadanie jest satysfakcjonujące i różnorodne a przede wszystkim bardzo
praktyczne, choć owszem, czasem marzy mi się coś wyjątkowego – od tego są
właśnie nieśpieszne niedzielne poranki i święta.
środa, 9 marca 2016
Przyroda w marcu, cz.2
W Roku myśliwego czytam: „Śnieg powoli znika,
mrozy ustępują, przyroda budzi się do nowego życia”. Siedzę przy otwartym oknie, do pokoju wpadają promienie porannego słońca a sikorki "gadają" jak najęte.
Z pozoru przyroda nadal śpi, ale nie dajmy się zwieść i miejmy oczy szeroko otwarte:
niedziela, 6 marca 2016
Przyroda w marcu
Opis
przyrody w marcu to trudna sprawa. Z jednej strony wszyscy mówią, że wiosna
jest tuż tuż; teoretycznie wszystko wydaje się być takie optymistyczne –
chociażby wizja wydłużającego się dnia czy zrównania dnia i nocy (około 20
marca). Jednak wielu z nas nadal liczy na coś więcej; na dworze nie widać
przecież wielkich zmian – na początku miesiąca nadal jest szaro i buro, pogada
nijaka, chłodna i zmienna, a my sami pozbawieni sił psycho-fizycznych żyjemy z
wyczerpujących się rezerw zgromadzonych jeszcze za czasów, kiedy dni były
długie i słoneczne. To wszystko może być trochę rozczarowujące.
wtorek, 1 marca 2016
Choroba niedoczasu - choroba naszych czasów
Time-sickness - termin wymyślony w 1982 r. przez
amerykańskiego lekarza Larry’ego Dosseya został użyty z przesłaniem „czas
ucieka, mamy go za mało, więc pędzimy coraz szybciej, by dotrzymać kroku
wszystkiemu i wszystkim”. W Polsce pojęcie to przetłumaczono jako choroba niedoczasu (a nie jako choroba niedostatku czasu).
Napisanie tego tekstu przyprawiło mnie o lekki zawrót głowy. Dlaczego?
W różnego rodzaju publikacjach dotyczących zwolnieniu i
samorozwoju można znaleźć wskazówki typu:
·
zatrzymaj
się, żeby porozmawiać ze znajomym ,
·
dużo
spaceruj,
·
rozglądaj
się wkoło,
·
czytaj
książki sobie i dziecku,
·
jedz
to, co pyszne,
·
ciesz
się życiem i je obserwuj,
·
przyjrzyj
się zmieniającej się naturze i porozmawiaj o tym z dzieckiem – celebruj pory
roku,
·
miej
czas na zadbanie o swoje ciało, pomyślenie o sobie – bo nikt ci tego czasu nie
da ani nie zrobi tego za ciebie,
·
nie
łap kilku srok za ogon, zamiast mnożyć zadania – odejmuj je.
·
Nie
wierz, że wszystko jest tak samo ważne, że wielozadaniowość to coś dobrego bo to
tak naprawdę świetna „okazja, żeby spaprać więcej rzeczy naraz”,
·
nie
przeceniaj dyscypliny,
·
wytycz
swój najważniejszy priorytet i cel
- to na niego przeznacz swój
czas.
Punktów jest sporo – niektóre z nich są dla mnie rzeczą
naturalną, niektóre wydają mi się bardzo ogólnikowe a niektóre wręcz wpędzają w
poczucie, że z moim życiem coś jest nie tak - i raczej nie da się ich wszystkich wcielić w
życie od razu, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, bez szkody dla
siebie i otoczenia. Czy istnieje właściwie jedno tempo do którego wszyscy,
niezależnie od sytuacji życiowej, musimy zwolnić (albo przyśpieszyć)?
Wpadł mi wczoraj w ręce felieton Szymona Majewskiego, który
rozpoczyna się:
„Jest sobota, typowa sobota w naszym wykonaniu. Wstajemy
trochę później, wszystko jest takie trochę rozwleczone. Śniadanie się robi
długo i długo celebruje, czasem nawet do pierwszej. Potem długie sprzątanie i
długie celebrowanie kawy. Później tzw. kanapowanie, czyli przewalanie się na
kanapie, polegiwanie, a to z książką, a to z jednym okiem w telewizor, może też
pojawić się drzemka”.
Można by pomyśleć, że tak właśnie wygląda życie slow - poranek modelowy, kwintesencja;. dla mnie jednak to koszmar – do takiego
spędzania czasu zdołałby mnie przymusić jedynie ciężki przypadek grypy lub
dziewiąty miesiąc ciąży (bez opcji „z jednym okiem w telewizor” – bo go nie
posiadam). Wolę wstać o 7.30, szybko zjeść śniadanie i wyjść na poranny trening
nordic walking ze znajomymi.
Sobota. Około 9:
Nie ma przecież jednej uniwersalnej recepty czyli jednego
właściwego tempa życia – dla jednego to,
co dostatecznie szybkie dla innego będzie zbyt powolne, a to co ekscytujące,
nudne i monotonne. Po co nam kolejne wytyczne, punkty do realizacji?
Może problem leży w tym, że trudno jest nam zaakceptować inne
od naszego tempo życia i chcielibyśmy, aby wszyscy wkoło dostosowywali się do
naszej prędkości i intensywności?
John C. Parkin w swojej książce „Filozofia f**k it czyli jak osiągnąć spokój ducha” pisze:
„ (…) każdy chce być wszystkim jednocześnie. Presja bycia
„wszystkim” jest nie do odparcia.
Wszyscy chcemy odnosić sukcesy w pracy, być ekspertami w domu (od gotowania,
ogrodnictwa, majsterkowania), ciężko pracującymi pracownikami, obecnymi i
dostępnymi partnerami i rodzicami, właścicielami domów i ludźmi zamożnymi.
Wszyscy chcemy prowadzić zrównoważony tryb życia, posiadać wiedzę i znać się na
kulturze, być zrelaksowani i spokojni, zobaczyć świat, jednak nie latać zbyt
często.” Jest w tym dużo prawdy, ale z drugiej strony: dlaczego by nie? Jeżeli
ktoś ma dostateczne możliwości intelektualne czy talenty…
Subskrybuj:
Posty (Atom)


