slow life

czwartek, 19 maja 2016

Mniszek lekarski - właściwości

slow life, blog

Uwieczniony przez St. Wyspiańskiego, hodowany na polach przez Francuzów, złoty, zdrowy i wzmacniający. Kwitnie od kwietnia do lipca i często uznawany jest za chwast – ot, zwykły mniszek lekarski.

slow life, blog


Każda jego cześć ma odmienne właściwości lecznicze. Kwiat zawiera między innymi witaminę A i C oraz przeciwutleniacze; nadaje skórze piękny świetlisty wygląd, wzmacnia odporność, wspomaga wzrok, przyspiesza trawienie, ale co najważniejsze – reguluje poziom hormonów żeńskich.

Ziele a więc liście pozwalają pozbyć się między innymi migreny i nadmiaru wody w organizmie; napar z liści mniszka to świetny tonik do przemywania twarzy.

Korzeń z kolei odtruwa i oczyszcza organizm z toksyn, a nawet ma zdolność obniżenia poziomu cukru we krwi.

Może być składnikiem sałatek, syropów, galaretek, likierów, zielonego koktajlu, lemoniady i jeszcze wielu produktów. Wystarczy tylko szerzej otworzyć oczy i wybrać się na łąkę w ciepły, słoneczny dzień, przed południem, kiedy płatki mają najwięcej smaku i aromatu. Znajdziemy go również  w sklepach ziołowych i tych ze zdrową żywnością. Ważne, aby był ekologiczny i pozbawiony miejskich zanieczyszczeń.

Czy jednak wizytę w sklepie można porównywać z tą na łące? Z dziecięcą zabawą wicia złotych wianków?  Z odgłosami natury i kwiatami wkoło? 

slow life, blog

A co z nasionkami? Tymi małymi spadochronikami rozsiewanymi przez wiatr? Są świetną zabawką. A bukiet z nich taki ulotny...


wtorek, 17 maja 2016

Jak założyć własną grupę NORDIC WALKING

slow life, nordic walking, blog


W niedzielę wróciłam z weekendowego wyjazdu do Szumina z grupą NORDIC WALKING (którą założyłam i prowadzę jako instruktor). W 1,5  dnia przeszliśmy łącznie około 35 km. Było cudnie: nieustanne rozmowy, wyśmienity humor, kontakt z przyrodą, radość z wypracowanej formy – po prostu dobra zabawa w grupie przyjaciół. To jest cream of the cream naszych cotygodniowych treningów.

czwartek, 12 maja 2016

Historie domowe - życie codzienne czyli syndrom niedopitej kawy

slow life, blog

Kawa jest dla mnie synonimem wyciszenia się. Rano piję ją, żeby zebrać myśli, rozbudzić się, przeciągnąć i przejść łagodnie do porannych, intensywnych zazwyczaj aktywności. Pita w ciągu dnia pozwala mi zatrzymać się na chwilę, złapać dystans, spokojnie pogawędzić z samą sobą, mężem czy znajomymi. Jest to coś, co poprawia mój nastrój. Czujecie już ten aromat? I słyszycie brzdęk białej filiżanki o spodeczek?

Gdybym mieszkała w mieście to pewnie udałoby się skoczyć do jakiejś przytulnej kawiarni, popatrzeć na ludzi wkoło, posłuchać gwaru codziennego życia i mieć tę wymarzoną, anonimową chwilę dla siebie. Ale mieszkam na wsi… parzę ją więc sama i popijam w otoczeniu przyrody.

Jednak od dłuższego czasu moja kawa regularnie stoi zimna i niedopita na parapecie a oklapnięta pianka zmienia jej kolor w beżową lurę. Piję ją szybko i niedbale, w międzyczasie i pośpiechu.

Dzieje się tak za sprawą mojej rocznej córeczki w której życiu, ilekroć przynoszę sobie kawę do pokoju, wydarza się coś co wymaga mojej natychmiastowej interwencji. Tak oto moja filiżanka trafia na parapet czyli z dala od małych, ciekawskich rączek a ja interweniuję, pozbawiona tej zbawiennej chwili oddechu.

Wczoraj wieczorem przeanalizowałam całą tę sytuację. Wyjęłam jeden z moich zawsze pod ręką notesików i zaczęłam kreślić plan dnia w którym znalazłoby się miejsce na spokojną filiżankę kawy. Plan szczegółowy zawierał chociażby: ogarnięcie się i makijaż poranny ZANIM dziecko wstanie, krótką wycieczkę rowerową, oddanie książki do biblioteki, naukę zasypiania Maliny w łóżeczku około godziny 11 czy spacer symultaniczny - połączony z odsłuchiwaniem na słuchawkach samouczka do nauki włoskiego, podlewaniem pelargonii i nauką wspinania się po linie. Trzeba zdecydować w którym międzyczasie co zrobić.


Następnego dnia wszystko idzie w miarę dobrze. Moja córka NAPRAWDĘ SAMA ZASYPIA W ŁÓŻECZKU o 11. Siadam do komputera i delektuję się sukcesem. Teraz tylko kawa, pisanie i głęboki relaks. Przynoszę gorący kubek, zasiadam do biurka, piję pierwszy łyk (czyli mój ideał)… i co słyszę? Eeeeeeeeeeeeeeeeee!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

środa, 11 maja 2016

Ogródek kuchenny - jak hodować zioła na parapecie i balkonie

slow life, blog

Nie ma nic przyjemniejszego niż możliwość zbioru własnych, świeżych ziół i warzyw. Na szczęście nawet mały balkonik lub parapet może być źródłem pyszności – wystarczy tylko wiedzieć jak hodować zioła prawidłowo a można w łatwy sposób stać się posiadaczem własnego ogródka kuchennego. Bardzo przyjemnie jest się otoczyć świeżymi aromatami.

Zupełnie nie chodzi tu o zioła kupowane w supermarkecie. Po próbach wykorzystania takich roślin możemy jedynie się zrazić. W tym miejscu przyda nam się trochę wiedzy przyrodniczej bo na przykład czy ktoś tak naprawdę wie, co oznacza określenie zioła pędzone w szklarniach? Są to rośliny wysiewane z nasion, przez całą dobę sztucznie naświetlane i utrzymywane w temperaturze ponad 20°C dzięki czemu kiełkują i rosną szybko, ale nie mają siły - ani na transport, ani na stanie w nieodpowiednim dla siebie oświetleniu na supermarketowej półce.

Kupujmy sadzonki w lokalnych szkółkach ogrodniczych a jeżeli nie mamy takiej możliwości to zamówmy je w profesjonalnym sklepie przez Internet. Zawsze można zrobić większe zamówienie razem ze znajomymi -  zmniejszymy wówczas koszty transportu i  możemy się później wymienić rozrośniętymi już roślinami. Będziemy się dzięki temu cieszyć ziołami o dużo mocniejszym pokroju, dorodnych liściach i intensywnym zapachu. Niektóre zioła (np.: niektóre odmiany bazylii) można rozmnażać tylko przez nasiona, ale większość ziół (przede wszystkim: mięty, oregano, szałwię czy cząber) lepiej jest rozmnażać wegetatywnie.
W tym momencie potrzebna jest krótka instrukcja obsługi:

1.     Nie urywaj listków tylko ucinaj je razem z pędami – w tym miejscu pojawią się po jakimś czasie nowe boczne pędy.
2.     Nie stawiaj rośliny na spodku z wodą gdyż zatkasz możliwość odpływu wody – używaj doniczki z drenażem.
3.     Stawiaj roślinę w miejscu dobrze oświetlonym gdyż większość ziół lubi słońce,
4.     Nie dopuszczaj do zakwitnięcia rośliny gdyż ją to osłabi.
5.     Twórz kompozycje z ziół o podobnych wymaganiach (nasłonecznienie i wilgotność) – np.: tymianek połącz z rozmarynem, szałwią, cząbrem, macierzanką, hyzopem, majerankiem.
6.      Miętę sadź oddzielnie gdyż bardzo szybko się rozrasta.
7.     Używaj ziemi do kwiatków (pH 6 – 6,5) bez sztucznych dodatków.
8.     W razie potrzeby zasil rośliny bionawozami.
9.     Jeżeli uważasz, że masz „dwie lewe ręce” do roślin zacznij od tych łatwiejszych w uprawie: mięty, szałwii, oregano, tymianku czy cząbru górskiego.
10.  Posadź kwiaty zwisające, balkonowe razem z ziołami, które są i dekoracyjne i pięknie pachną i mają właściwości odstraszające owady niepożądane w ogrodzie czy na balkonie.

Teraz pora na historyjki z mojego własnego ogródka.

Zioła sadzę w drewnianych skrzynkach (wyłożonych agrowłókniną) przy wejściu do domu. Bardzo się ucieszyła, kiedy na wiosnę zobaczyłam, że dobrze przezimowały (są mrozoodporna do -20°C). Rosną tu: tymianek srebrno-biały cytrynowy, tymianek kaskadowy pachnący oraz mięta imbirowa. Lubię ten ich intensywny zapach.

slow life, blog
Mięta imbirowa w pojemniku - maj

slow life, blog
Ta sama co wyżej mięta w połowie czerwca

slow life, blog
Tymianek srebrno-biały cytrynowy i kaskadowy pachnący
slow life, blog
Kwitnący tymianek - czrewiec
W gruncie uprawiam melisę – którą właśnie postanowiłam rozmnożyć wegetatywnie przez oddzielenie części rośliny, wsadzenie jej do doniczki, intensywne podlanie i dalszą pielęgnację. Bardzo lubię jej lśniące liście i cytrynowy smak.

slow life, blog
Melisa lekarska
Tymianki oraz oregano, które mam w gruncie bardzo ładnie się rozrastają – muszę pomyśleć, jak je częściej wykorzystywać w kuchni. Przyznaję się, że mam słabość do drobnych listków tymianka i ich delikatnych, jasnofioletowych kwiatków.

slow life, blog
Oregano
slow life, blog
Oregano złote

slow life, blog
Tymianek
Mięta pieprzowa i czekoladowa, które rosną w gruncie są ze wszystkich stron ograniczone w związku z czym mogę je trzymać w ryzach.

slow life, blog
Mięta pieprzowa
Dwie sadzonki lawendy niestety nie przezimowały, pozostały mi jeszcze te przy domu. 

slow life, blog
Lawenda

slow life, blog
kwiaty lawendy w czerwcu
slow life, blog
nagietek lekarski - kwiat i zioło w jednym - kwitnie w czerwcu i łatwy do uzyskania z nasion

slow life, blog
Rozmaryn o bardzo intensywnym zapachu, nie zimuje w gruncie - na zimę trzeba zabrać go do domu

slow life, blog
Pietruszka naciowa - bardzo bogata w witaminę C



Powodzenia!

slow life, blog

poniedziałek, 9 maja 2016

Kwitnące sady - majowa wycieczka - Kraina Jeziorki Raj dla Rowerzystów

slow life, blog

W Japonii podczas kwitnienia wiśni ludzie wychodzą masowo do parków i pod koronami drzew przypominającymi gigantyczne waty cukrowe bawią się, spotykają i piknikują ucztując, kontemplując piękno przyrody i relaksując się cały dzień na świeżym powietrzu. Kwitnąca gałązka jest metaforą ulotnej natury życia i piękna.

W Polsce pod konie kwietnia lub na początku maja, kiedy dni stają się ciepłe kwitną grusze, jabłonie, wiśnie i śliwy. Jest to czas dość krótki, ale intensywnie piękny. Drzewa z daleka przypominają misternie utkane koronki i są wprost zjawiskowe. Może to pierwsza oznaka, że już czas zapakować koc, prowiant i zacząć kontemplować. Właśnie przyszło to nowe,  tak długo wyczekiwane. Łatwo przeoczyć te urokliwe chwile, które niezmiennie przypominają nam o ulotności TU i TERAZ.

slow life, blog

No dobrze, my też postanawiamy nie przegapić tego momentu i planujemy niedzielną wycieczkę rowerową w okolice Grójca (około 20 km od nas), gdzie prowadzi jeden ze szlaków Krainy Jeziorki (Raju dla rowerzystów). Jak podaje PRZEWODNIK ROWEROWY 400 km szlaków rowerowych na POŁUDNIE od WARSZAWY rejon Grójca dostarcza około 40% krajowych jabłek.

Tradycja upraw jabłoni sięga tu XVI wieku. Uprawę jabłoni promowała już królowa Bona, ważną rolę w rozwoju grójeckiego sadownictwa odegrali również duchowni, którzy wprowadzili wysoką kulturę upraw sadowniczych. Wykształciła się tu marka jabłka grójeckie, której istnienie potwierdzają liczne zapisy duchownych i naukowców. Od 2008 roku jabłko grójeckie są już oficjalnie produktem tradycyjnym, a w 2010 roku uzyskały rejestrację jako chronione oznaczenie geograficzne – produkt regionalny.

slow life, blog
Sad w deszczu

Chcemy zapakować rowery na dach samochodu, zabrać dzieciaki (1 rok i 8 lat) i trafić na jeden z najbardziej malowniczych fragmentów, który pamiętamy z wycieczki sprzed prawie dwóch lat. Była to droga prawie niewidoczna, wijąca się przez środek starych sadów wśród okazałych drzew (szlak żółty od połowy trasy z Jeziórki do Natalina).
1.     Wstajemy rano przed 8:00 – czyli jak dla nas późno i jemy śniadanie. Wszystkie poranki z dziećmi są intensywne.
2.     Paweł montuje bagażnik rowerowy na dach samochodu. Niektóre śruby po zimie zardzewiałe i nie da się przymocować rowerów. Porażka. Żeby nie czekać jadę z dziećmi na rowerach do sklepu po mleko do kawy.
3.     Zbliża się pora wczesnego obiadu. Mąż gotuje a ja przewalam się z Maliną w wózku po ogródku i przy okazji sprzątam ganek, sieję do doniczki drzewko cytrynowe z pestek znalezionych w cytrynie, podlewam rośliny i takie tam.
4.     Po obiedzie Paweł decyduje się zamontować zapasowe elementy bagażnika, które mamy w garażu. Udało się. Pakuje rowery na dach a ja kilka potrzebnych rzeczy; nastawiam nawigację na Jeziórkę i wyruszamy.
5.     Malina usypia w samochodzie. Nawigacja prowadzi nas przez wsie otoczone białymi od płatków drzewami owocowymi. Trasa zdecydowanie okrężna, ale piękna, różnorodna, trochę pagórkowata. Zresztą, Malina śpi więc nigdzie nam się nie śpieszy.

slow life, blog


6.     Nie możemy trafić na to WŁAŚCIWE miejsce. Krążymy: Jeziórka – Sadków – Natalin – Uleniec i zaliczamy te miejsca w różnej konfiguracji. Po drodze mijamy kilku rowerzystów. Cisza i spokój, drzewa w równych rzędach ciągnących się po horyzont – stare, rozłożyste, albo karłowate, przymocowane do palików.

slow life, blog


7.     Zaczyna padać. Mijamy trzech rowerzystów, którzy schowali się na przystanku rowerowym. Malina śpi.
8.     Zaczyna ostro padać. My nadal jeździmy, czasem zawracamy. Malina śpi. Jest pięknie. Po raz drugi mijamy tych samych rowerzystów na przystanku. Janek zachwycony wycieczką.
9.     Pada nadal. Znajdujemy miejsce, gdzie droga przecina żółty szlak. Malina się budzi. Znacznie ochłodziło się. Zatrzymujemy się, Malina pije mleko i jest na szczęście  bardzo zadowolona. Decydujemy się wracać do domu.
10.   Wracamy. Mijamy tych samych trzech rowerzystów na przystanku – piją piwo. Chyba nas już poznają. Zatrzymujemy się na chwilę i robię zdjęcia. Wychodzę z samochodu i uderza mnie słodki, niesamowicie intensywny zapach zmieszany ze świeżością powietrza po deszczu. Trochę żałuję, że nie możemy wjechać na rowerach w środek tej białej chmury, ale w sumie cieszymy się, że nas nie zmoczyło.



11.  Jesteśmy w domu. Paweł zdejmuje rowery z dachu samochodu, pijemy kawę. Przychodzi mi ochota na omlet z dżemem, ale w domu nie mamy dżemu. Mamy niedosyt rowerowy więc robimy wypad do sklepu po dżem (ok. 2,5 km od nas). Malina jedzie ze mną w krzesełku.
12.Wychodzimy ze sklepu. Proponuję drogę powrotną alternatywną czyli dłuższą, ale jak tylko ruszamy zaczyna grzmieć. Wracamy więc tę najkrótszą do domu.
13.Deszcz wisi w powietrzu. Jedziemy szybko. Przede mną Janek i mąż. Nagle mąż przelatuje na prostej drodze przez kierownicę i  robi na asfalcie dwa ukemi (czyli fikołki). Ma kolano zdarte do krwi (pierwszy raz tego dnia założył krótkie spodenki). Później okazało się, że rozpędził się i chciał zrobić skok ze spowalniacza a przy lądowaniu "uciekła" mu kierownica. Oczywiście szybko się zbiera.
14.W ostatniej chwili zdążamy przed ulewą.
15. Jem omleta z powidłami śliwkowymi – pyszny…

Będzie trzeba wrócić tam za rok.

piątek, 6 maja 2016

Miejskie sporty - gra w bule

slow life, blog

Siedzę wieczorem z lemoniadą miętową przy komputerze i próbuję wrócić do normalnego rytmu, przestawiać się po długim weekendzie na tryb codzienny i wrócić do pisania, od którego zrobiłam sobie kilkudniowy odpoczynek. 

środa, 4 maja 2016

Przyroda w maju - ciekawostki

slow life, warszawa


Naprawdę trudno jest opowiedzieć o przyrodzie w maju w zaledwie jednej opowiastce. To dopiero początek miesiąca a mam wrażenie, że już jesteśmy otoczeni bajecznymi kolorami i niezwykłą różnorodnością przyrodniczych form.