piątek, 8 lutego 2019

Coś dla siebie - rozruch poranny


slow life, blog


O
d kiedy moja córka zaczęła chodzi do przedszkola mam dość intensywne poranki. Powiedzmy: wymagające fizycznie. Przy opiece nad małym dzieckiem, dobra kondycja fizyczna przydaje się zawsze i wszędzie, ale muszę przyznać, że czasem czuję się jak na nieustającym obozie sportowym. Pasuje mi to.


Do przedszkola zawsze jeździmy rowerem. Córka siedzi w foteliku lub przyczepce. Nie ma znaczenia ani pora roku, ani pogoda. Odległość jest niewielka (ok. 15 min w jedną stronę) więc nie ma powodu do niepokoju. Chodzi jedynie o ten jeden, króciutki moment, kiedy patrzę za okno i… nie zawsze chce mi się wychodzić – przytulne ciepło jest przecież takie komfortowe.

slow life blog

To właśnie w tej krótkiej chwili tkwi pułapka. Złudzenie i blef. Przecież ruch rozgrzeje mnie najlepiej, rozbudzi i sprawi, że krew zacznie szybciej krążyć. Kontakt z powietrzem pozwoli poczuć zapach poranka a krople ewentualnego deszczu zadziałają lepiej od najbardziej aromatycznej kawy. Z każdą minutą jazdy na rowerze czuję się lepiej, choć niekiedy, najczęściej zimową porą, wcześnie rano budzi się we mnie bunt.

slow life blog

Moja dziecko uwielbia ze mną jeździć – ma chwilę na przestawienie się przed wkroczeniem do innej rzeczywistości. Jest to moment przejścia i nawet jeśli wstanie lewą nogą – uspokaja się i odzyskuje humor. Córka jest znacznie mniej odgrodzona od świata zewnętrznego niż w samochodzie – spotykamy wiewiórki, czasem mijamy stado kaczek i czujemy pogodę na własnej skórze.

Rodzice innych przedszkolaków myślą, że robię to aby hartować dziecko. Albo, że nie mam samochodu. Ale jest to również mój rozruch poranny, rozgrzewka przed dniem a często przed treningiem jeździeckim, na który zaraz po przedszkolu się wybieram (o tym napiszę innym razem) . 

Poza tym nie ukrywam, że ochrona środowiska jest dla mnie ważna i staram się, jak mogę ograniczyć jazdę samochodem. Czy daję swoim zachowaniem dobry przykład? Czy inspiruję? Taką właśnie mam nadzieję. Być może ktoś z rodziców również może pozwolić sobie (czasowo) na zamianę samochodu na rower.

Jeszcze rok temu nie lubiłam jeździć rowerem, kiedy jest zimno, śnieżnie czy ślisko. Teraz przyzwyczaiłam się do tego, nawet przy moim poślizgu dziecko w przyczepce jest bezpieczne.

W Danii 75% rowerzystów jeździ na dwóch kółkach przez cały rok a w Kopenhadze jest 5 razy więcej rowerów niż aut („Lykke. Po prostu szczęście”) i rzeczywiście bliżej mi do tych kopenhaskich trendów nawet jeśli zdaję sobie sprawę, że Wikingowie spotykają na swojej drodze świetne warunki i infrastrukturę rowerową.

Ostatnio, czytając książkę „Lykke. Po prostu szczęście” (aut. M.Wiking) dowiedziałam się, że według badań przeprowadzonych na uniwersytecie w Glasgow „u osób dojeżdżających do pracy na rowerze ryzyko przedwczesnej śmierci jest o 41 procent niższe niż u tych, którzy wybierają inny sposób dojazdu. Ryzyko zachorowania na raka zmniejsza się o 45 procent, a ryzyko wystąpienia  choroby serca o 46 procent.”

Dodatkowo jazda na rowerze zapobiega insulinooporności, osteoporozie i depresji.”

Jak więc dużo spraw załatwiam podczas odwożenia dziecka do przedszkola.

slow life blog

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz