slow life

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dla Rodziców. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dla Rodziców. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 marca 2020

Warsztaty przyrodnicze dla dzieci

slow life, warsztaty przyrodnicze



B
aśnie pełne są magicznych roślin, zwierząt i eliksirów. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ jesteśmy nierozerwalnie związani z przyrodą. Być może zdążyliśmy o tym zapomnieć, ale nie zmienimy swojej natury, ewolucja nie działa tak szybko.

piątek, 8 lutego 2019

Coś dla siebie - rozruch poranny


slow life, blog


O
d kiedy moja córka zaczęła chodzi do przedszkola mam dość intensywne poranki. Powiedzmy: wymagające fizycznie. Przy opiece nad małym dzieckiem, dobra kondycja fizyczna przydaje się zawsze i wszędzie, ale muszę przyznać, że czasem czuję się jak na nieustającym obozie sportowym. Pasuje mi to.

sobota, 27 sierpnia 2016

Nowe umiejętności

slow life warsztaty blog

Tego posta piszę z perspektywy osoby, której świat zaraz się zmieni - stanie się tak za sprawą nowego roku szkolnego, powrotu mojego męża do pracy i co za tym idzie całkowitej zmiany mojego rytmu. Uff… Tak, był moment melancholii (podsycany czerwienią jarzębiny, chłodem wieczoru i deszczem), ale jednak krótki. Jestem nasycona odpoczynkiem więc gotowa na przyjęcie czegoś nowego i podjęcie kolejnych wyzwań.

niedziela, 19 czerwca 2016

Mindmap (mapowanie myśli) czyli mapa na wakacje (i nie tylko)

slow life, blog

Czerwiec  – w głowie szaleją myśli o wakacjach. Różne wizje spędzania wolnego czasu, wyjazdów, relaksu - wszystko to trochę nie daje spokoju bo trudne jest do szybkiego ogarnięcia i uporządkowania.

czwartek, 16 czerwca 2016

Domek dla dzieci

slow life, blog


Richard Louv w już przytaczanej przeze mnie książce „Ostatnie dziecko lasu” pisze w swoich ćwiczeniach Zajęcia na łonie przyrody dla dzieci i całej rodziny:

„Zachęć dzieci do budowy domku na drzewie, fortu albo szałasu. Możesz im dostarczyć materiałów konstrukcyjnych: patyków, desek, koców, skrzynek, sznura i gwoździ, ale najlepiej, żeby to one były architektami i budowniczymi. Im starsze dzieciaki, tym bardziej skomplikowana konstrukcja. (…)”

Nasz naziemny domek powstał rok temu i była to naprawdę świetna zabawa dla taty i syna. Drewniany  i własnej konstrukcji cały czas ulega zmianom i udoskonaleniom (to dopiero początek a wizje są naprawdę obiecujące!) – tu można wbić gwóźdź a tam zrobić zbrojownię (pozbywając się tym samym kilku gratów z domu). Jest miejsce na własnej produkcji ozdoby np.: ceramiczne i spontaniczną rozbudowę. A z dachu rozciąga się widok na okolicę i z innego poziomu można podglądać przyrodę.

Kiedy jakiś czas temu gościłam u nas w ogrodzie dzieci z klasy Janka na terenowej lekcji przyrodniczej (temat: Ochrona przyrody we własnym ogrodzie) to właśnie domek podobał się dzieciom najbardziej. Nie ma jak swobodna zabawa na łonie natury – to nawet nie jest kwestia stylu życia, ale ZDROWIA!

slow life, blog

slow life, blog
Rozwieszanie hamaka

slow life, blog

slow life, blog

slow life, blog

slow life, blog
Widok z dachu domku - na wysokości wzroku


slow life, blog

slow life, blog
Widok z dachu domku

slow life, blog

slow life, blog

poniedziałek, 13 czerwca 2016

"Ostatnie dziecko lasu" - poczuj obfitość przyrodniczą

slow life, blog

Zaczęłam właśnie czytać książkę „Ostatnie dziecko lasu”. Ani ja, ani moja rodzina nie mamy Zespołu Deficytu Natury o którym pisze autor Richard Louv, ale doskonale wiem jak bardzo ludzie boją się przyrody i z jakim dystansem mogą do niej podchodzić.

slow life, blog

środa, 1 czerwca 2016

Fit (przyszła) mama czyli skazana na fitness

slow life, blog

Ten tekst piszę z punktu widzenia mamy 8-letniego chłopca i rocznej dziewczynki, ale dotyczy on wszystkich osób sprawujących wielogodzinną opiekę nad małym dzieckiem: tatusiów, babć, dziadków czy opiekunek/opiekunów. Posługuję się tu określeniem „fit mama” dla uproszczenia i aby uniknąć stałej zmiany formy gramatycznej. Pokuszę się również o dłuższy wstęp dotyczący moich doświadczeń, aby dokładnie przedstawić swoje przemyślenia.

sobota, 21 maja 2016

Mój ranking najlepszych audiobooków dla dzieci

ranking audiobooków dla dzieci, slow life, blog

Zbliża się czas wakacji, podróży z dziećmi. Jak powszechnie wiadomo – dziecko znudzone to dziecko złe, marudne i męczące. Najprościej jest dać naszej pociesze do oglądania film w zestawie ze słuchawkami i mieć święty spokój, ale… to taki banał, że nie ma co o tym pisać. Dlatego chciałabym podać jakąś alternatywę czyli mój (= mamy 8-letniego chłopca) ranking najlepszych audiobooków dla dzieci (i tak naprawdę dla całej rodziny).

Nie mamy telewizora - żyjemy trochę alternatywnie; poza tym jesteśmy fanami dobrej literatury (która ma to do siebie, że jest po prostu dobra i ponadczasowa a nie: dziecięca czy dla dorosłych) a więc pięknego języka, wartościowych treści i humoru.
Nasz syn ma od czasu do czasu telewizor u Dziadków, ogląda u nas w domu fajne filmy, chodzi często do kina - więc niczego mu nie brakuje pod względem wizualnym; dodatkowo, oprócz tego, ma swój świat audiobooków czyli mistrzowskiej literatury pobudzającej wyobraźnię, wzbogacającej język i często przezabawnej.

Zaczęło się wszystko od BAJEK GRAJEK czyli muzycznych słuchowisk dla małych (przedszkolnych) dzieci. Maluchy je uwielbiają – śpiewają, przeżywają, wybierają swoje ulubione, które słuchają po kilkanaście razy. Ja oczywiście też mam swoje ulubione i swoje… powiedzmy, mniej lubiane. No i też uwielbiam sobie pośpiewać.
U nas, kilka lat temu, zaczęło się od Kubusia Puchatka  - teraz jesteśmy właścicielami pokaźnych rozmiarów kolekcji, która podczas Zimowych Wielkich Porządków została  spakowana do dwóch kartonowych pudełek i trafiła do poczekalni (będzie w przyszłości dla rocznej teraz Maliny).

Później przyszedł czas na wyższy poziom wtajemniczenia. Mój mąż zawsze był mistrzem w wyszukiwaniu audiobooków, jest na bieżąco w tym, co dzieje się na rynku wydawniczym i praktycznie wszystko co wybiera jest dobre. Zamawiamy w taniej księgarni Internetowej Bonito.

Podaję teraz swój ranking audiobooków, na które warto zwrócić uwagę (moje ulubione pozycje pogrubiłam) i do niektórych dodałam swój osobisty komentarz.
Myślę, że nie ma w nich podziału na dziewczęce i chłopięce, nasycone są wartościami, które chcielibyśmy przekazać swoim dzieciom:

1.     Seria Muminków – wiadomo, że Muminki albo się kocha, albo się ich nie cierpi. Ja i mój syn jesteśmy ich fanami – dzięki nagraniom poznałam wszystkie ich części BARDZO DOKŁADNIE.
2.     Seria o Rumcajsie czyli: Rumcajs, Cypisek i Hanka. Niezwykle lubię postać Hanki czyli kobiety pewnej siebie, wiedzącej czego chce i walczącej o swoje.
3.     Wszystkie książki Grzegorz Kasdepke to hity a więc i wszystkie audiobooki są godne polecenia. Potrzeba czasu, żeby zapoznać się ze wszystkim.
4.     Abecelki i duch Bursztynowego Domu – świetne dla dzieci idących do pierwszej klasy. Ciepła opowiastka.
5.     Joanna Olech to moja ulubiona pisarka dziecięca i młodzieżowa - do tej pory przesłuchaliśmy ksiażki: Dynastia Miziołków (mój absolutny hit), Gdzie diabeł mówi do usług oraz Tarantull, Klops i Herkules (młodzieżowa) – wszystko jest znakomite i dla całej rodziny a przy Dynastii Miziołków pękam ze śmiechu.
6.     Audiobooki z wydawnictwa Jungoffska to już klasyka. Nam jeszcze nie wszystko udało się przesłuchać. Jednak oprócz serii Przygód Pipi Pończoszanki i Dzieci z Bulerbyn warto zwrócić uwagę na pozycje: Emil i detektywi, Latająca klasa, 35 maj oraz  Mania czy Ania. Nie jestem natomiast w stanie przebrnąć przez Bracia Lwie Serce. Ciekawe jaka pozycja będzie następna. 
7.      Seria o Okropnym Maciusiu samo życie choć w bardzo zabawnej wersji katastroficznej.
8.     Kocie Historie. Trylogia – śmieszna, kocia i rewelacyjnie czytana z genialnymi, trochę abstrakcyjnymi dialogami.
9.     Bractwo Srebrnej Łyżeczki – mniej znana pozycja, ale bardzo ciekawa.
10. Duch Starej Kamienicy – ciepła, spokojna opowieść.
11. Dziadek i niedźwiadek  czy Afryka Kazika – dla całej rodziny, książki oparte na faktach z których można się naprawdę wiele dowiedzieć.
12.  Przygody Kota Filemona – dla młodszych dzieci, klasyk.
13.  Seria o Narni – dla wszystkich, pełna wartości, wciągająca i przygodowa.
14.  Seria o Rico i Oskarze (mój hit) – dla całej rodziny, niesztampowa, mądra, wciągająca, w mistrzowskiej aranżacji Artura Barcisia.
15. Słuchowiska: Kajko i Kokosz. Szkoła Latania oraz Ryjówka Przeznaczenia wydawnictwa SOUND TROPEZ STUDIOS. Rewelacyjna aranżacja! Dla całej rodziny.
16. Seria o Piracie Rabarbarze – dowcip, mądrość, pomysłowość.

audiobooki dla dzieci, slow life, blog

Poza tym warto pamiętać, że płyty CD w rękach dziecka to nie najbardziej trwały nośnik – warto więc od razu nową płytę przerobić na MP3. Z pożyczaniem też jest raczej kiepsko – niby wszyscy wszystko mają, ale jak się w praktyce okazuje: nic później nie działa.

audiobooki dla dzieci, polecane, slow life, blog

Proszę o podawanie swoich propozycji. Może coś dla starszych dzieci, albo dla dorosłych?

audiobooki dla dzieci, polecane, slow life, blog

Udało mi się również przesłuchać dawne szkolne lektury z dawnych czasów: Szatan z siódmej klasyW 80 dni dookoła świata i  Ten obcy – niesamowite wrażenie wrócić do tych książek po latach…


I jeszcze jedno: audiobooki są do wielokrotnego użytku - dzieci po nasyceniu treścią, odłożeniu, lubią wrócić do nich po jakimś czasie.

czwartek, 12 maja 2016

Historie domowe - życie codzienne czyli syndrom niedopitej kawy

slow life, blog

Kawa jest dla mnie synonimem wyciszenia się. Rano piję ją, żeby zebrać myśli, rozbudzić się, przeciągnąć i przejść łagodnie do porannych, intensywnych zazwyczaj aktywności. Pita w ciągu dnia pozwala mi zatrzymać się na chwilę, złapać dystans, spokojnie pogawędzić z samą sobą, mężem czy znajomymi. Jest to coś, co poprawia mój nastrój. Czujecie już ten aromat? I słyszycie brzdęk białej filiżanki o spodeczek?

Gdybym mieszkała w mieście to pewnie udałoby się skoczyć do jakiejś przytulnej kawiarni, popatrzeć na ludzi wkoło, posłuchać gwaru codziennego życia i mieć tę wymarzoną, anonimową chwilę dla siebie. Ale mieszkam na wsi… parzę ją więc sama i popijam w otoczeniu przyrody.

Jednak od dłuższego czasu moja kawa regularnie stoi zimna i niedopita na parapecie a oklapnięta pianka zmienia jej kolor w beżową lurę. Piję ją szybko i niedbale, w międzyczasie i pośpiechu.

Dzieje się tak za sprawą mojej rocznej córeczki w której życiu, ilekroć przynoszę sobie kawę do pokoju, wydarza się coś co wymaga mojej natychmiastowej interwencji. Tak oto moja filiżanka trafia na parapet czyli z dala od małych, ciekawskich rączek a ja interweniuję, pozbawiona tej zbawiennej chwili oddechu.

Wczoraj wieczorem przeanalizowałam całą tę sytuację. Wyjęłam jeden z moich zawsze pod ręką notesików i zaczęłam kreślić plan dnia w którym znalazłoby się miejsce na spokojną filiżankę kawy. Plan szczegółowy zawierał chociażby: ogarnięcie się i makijaż poranny ZANIM dziecko wstanie, krótką wycieczkę rowerową, oddanie książki do biblioteki, naukę zasypiania Maliny w łóżeczku około godziny 11 czy spacer symultaniczny - połączony z odsłuchiwaniem na słuchawkach samouczka do nauki włoskiego, podlewaniem pelargonii i nauką wspinania się po linie. Trzeba zdecydować w którym międzyczasie co zrobić.


Następnego dnia wszystko idzie w miarę dobrze. Moja córka NAPRAWDĘ SAMA ZASYPIA W ŁÓŻECZKU o 11. Siadam do komputera i delektuję się sukcesem. Teraz tylko kawa, pisanie i głęboki relaks. Przynoszę gorący kubek, zasiadam do biurka, piję pierwszy łyk (czyli mój ideał)… i co słyszę? Eeeeeeeeeeeeeeeeee!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

poniedziałek, 8 lutego 2016

Przyjemność pisania piórem

slow life, pióro


Tak się składa, że uwielbiam zapisywać: pomysły, plany, spostrzeżenia… a po przeczytaniu „Drogi artysty” już wiem, jak pożyteczny jest to nawyk i za poradą autorki – Julii Cameron – zaczęłam zasiadać do pisania również tuż po wyskoczeniu z łóżka omijając w ten sposób, drzemiącego zapewne jeszcze, wewnętrznego Cenzora. Lubię siadać z kubkiem ciepłej herbaty, spojrzeć przez okno i pisać to, co akurat przyjdzie mi do głowy – a rano rzeczywiście mamy zupełnie inne (może bardziej świeże) spojrzenie na świat. Zbieram w ten sposób roztrzepane myśli.

Pisanie to droga prowadząca do silnej i wyrazistej świadomości własnego ja. Poza tym „bardzo trudno jest narzekać na los, poranek za porankiem, miesiąc za miesiącem, i nie wziąć się w końcu do konstruktywnego działania. Strony wydobywają nas z rozpaczy i prowadzą ku rozwiązaniom, o jakich nam się nie śniło”.

Jednak to, do czego chciałabym właściwie wszystkich namówić, to pisanie piórem. Ja wybrałam swoje dość starannie wiedząc, że wkrótce staniemy się nieodłączną parą i rzeczywiście szybko dopasowaliśmy się do siebie.

slow life, blog

Pisanie piórem daje niesamowitą przyjemność bo jest czymś tak lekkim, że potrafi wręcz zmienić jakość naszej pracy.  Kształtuje nasz charakter pisma (świetny prezent dla dziecka), inspiruje i pomaga dostrzec piękno zaklęte w codzienności; stalówka płynnie przesuwa się po papierze co daje zupełnie inne wrażenie niż pisanie przygodnymi długopisami-reklamówkami.  

Szerzmy więc kulturę pisania piórem! 

piątek, 22 stycznia 2016

O rety! Przyroda - świetny prezent dla dziecka


Nareszcie mamy najnowsze dzieło Tomasza Samojlika „O rety! Przyroda”. Książka ta świetnie wpisuje się w trend książek obrazkowych, ale oprócz zabawy dla całej rodziny, pogłębia wiedzę o naszej rodzimej przyrodzie. 
Pan Tomasz jest naukowcem mieszkającym na skraju Puszczy Białowieskiej więc warto korzystać z jego praktycznej wiedzy i spojrzeć na przyrodę całościowo, dostrzegając zależności, które w niej panują. Wydanie piękne, rysunki i komentarze zabawne. Polecam.

Nasz pierwszy egzemplarz przeznaczamy jako prezent urodzinowy dla kolegi syna (żeby pozostać w opozycji do plastikowego, drogiego i bezużytecznego badziewia) a następny, który wkrótce zakupimy, będzie już nasz. 

środa, 6 stycznia 2016

Czytanie - najpiękniejsza zabawa, jaką wymyśliła ludzkość

Carl Honore doznał olśnienia po tym jak znalazł w gazecie  na lotnisku artykułu pod intrygującym tytułem „Jednominutowa bajka na dobranoc” – najpierw się podekscytował i przeczytał, później przemyślał i uznał taki pośpiech za absurd; poczuł się jak „Dickensowski Scroog ze stoperem w dłoni” uświadamiając sobie, że „oto nadeszła pora, by rzucić wyzwanie naszej obsesji robienia wszystkiego szybciej”.

Książkę C. Honore „Pochwała powolności. Jak zwolnić tempo i cieszyć się z życiem” czytałam, kiedy byłam już trochę zarażona ideą „slow life”; postanowiłam jednak czytać więcej książek, artykułów i magazynów  z tej dziedziny i mimo, że nigdy nie należałam do osób, których planer wypełniony jest od 6 rano do 23 wieczorem  -wiedziałam już, że aby zwolnić naprawdę czyli świadomie i efektywnie i nauczyć się żyć bez wewnętrznego napięcia potrzebuję więcej czasu. To, co piszę na tym blogu to zebrane pomysły jak zrobić to z praktycznego punktu widzenia – rodzaj ćwiczeń i inspiracji zebranych razem. Slow life to życie w adekwatnym do sytuacji tempie a nie zawsze w szybkim z przyzwyczajenia i niezależnie od okoliczności, to też umiejętność rozejrzenia się wkoło i słuchania siebie.

Wracając jednak do czytania dzieciom…

Kiedy mój starszy syn był jeszcze bardzo mały, trafiłam na znakomitą książkę I. Koźmińskiej i E. Olszewskiej pt.: „Wychowanie przez czytanie” (wszystkie poniższe cytaty pochodzą z tej książki) i mogę z całą pewnością przyznać, że dobra literatura dla dzieci to świetna zabawa dla całej rodziny (bo to jest po prostu DOBRA LITERATURA a  „czytanie to najskuteczniejszy – i najtańszy – sposób budowania zasobów wewnętrznych dziecka”. U nas w domu wspólne czytanie to rytuał i kiedy tylko uda mi się uśpić malutką jeszcze córeczkę, idę do pokoju syna w którym mój mąż czyta na głos książkę. Oczywiście czasem jest tak, że nie chcę tracić wątku - muszą więc na mnie czekać.  Prawda jest taka, że im dziecko jest starsze tym większy jest wybór spośród wciągających, przygodowych a czasem śmiesznych do łez książek. Nie da się tego z niczym porównać i osobiście uznaję za błąd, że kiedy tylko dziecko samo nauczy się czytać zaprzestajemy tego wspólnego czytania.

Dla mnie, jako dla rodzica nie da się z niczym porównać podróżowania z nonszalanckim Rabarbarem po morzach dalekich i dalszych, historii o leniwym kocie łapiącym pchłę i pod wpływem tego zdarzenia zmieniającym swoje życie, przygód niesfornego Emila oraz tych najbardziej zwyczajnych i niezwyczajnych dzieci. Wisława Szymborska powtarzała, że dzieciństwo miała szczęśliwe, bo rodzice rozmawiali z nią i czytali jej bajki i, że uważa czytanie za najpiękniejszą zabawę, jaką wymyśliła ludzkość[1]. To przecież tak wiele i zarazem niewiele – okruch czasu w zabieganym dniu.

Sofa, kawiarnia, ławka w parku, poczekalnia… nie ma znaczenia -  dla zabawy, odpoczynku, umilenia sobie monotonnego czekania na coś, wyciszenia a przede wszystkim dla czystej przyjemności.  A dobre książki można wyszukiwać w bibliotekach, dobrych księgarniach, pchlich targach czy biblioteczkach znajomych. Można nawet zorganizować imprezę z wymienianiem książek w tle. Pewnie prawdą jest to, że gdyby czytanie było drogie a dzieci by tego  nie lubiły – to czytałoby się na potęgę, a tak… nie ma na to czasu?

Lubię zbierać te okruchy przyjemnie spędzanego czasu i mieć poczucie, że działają one na naszą korzyść – w tym przypadku wystarczy uświadomić sobie, że „jeśli czytamy dziecku od urodzenia po 20 minut dziennie, codziennie, to w momencie, gdy idzie ono do szkoły, ma za sobą około 850 godzin słuchania języka w najlepszym, literackim wydaniu. Jest to czasowy ekwiwalent połowy studiów lingwistycznych!”
Poniżej podaję listę tych książek, które wywarły na nas największe wrażenia:

slow life, blog

„My na wyspie Saltkråkan” (Astrid Lindgren), znana również pod tytułem „Dlaczego kąpiesz się w spodniach, wujku” – według mojego męża książka lepsza od bardzo znanej „Dzieci z Bullerbyn”. Wszystkie książki tej autorki są wyśmienite i nie trzeba ich reklamować – warto odszukać mniej popularne tytuły i trochę się podelektować prostym życiem.

slow life, blog

„Rico, Oskar i głębocienie” (A. Steinhöfel”), świetny, błyskotliwy i dowcipny język oraz wartka akcja - trochę taki inteligentny kryminał dla dzieci; wciągająca na tyle, że kupiliśmy pozostałe części na audiobookach.

slow life, blog

„Rozbójnik Hotzenplotz” (O. Preussler), autor znakomity (kupiliśmy pozostałe jego książki), książka do kilkukrotnego czytania, idealna objętość – nie za krótka, nie za długa.

slow life, blog

„Krabat” (O. Preussler), wciągająca, magiczna i czasem mroczna. 237 stron, ale czyta się szybko.

slow life, blog

„Powrót rzęsorka” (T. Samojlik), komiks – pięknie wydany z niepowtarzalnymi ilustracjami,  o tematyce przyrodniczej – wreszcie coś o polskiej przyrodzie! Oryginalny i zabawny. Mamy w kolekcji świetnie zaaranżowane słuchowisko z tej serii.

slow life, blog

„Niewiarygodne przygody Marka Piegusa” (E. Niziurski), wciągająca z nagłymi zwrotami akcji, detektywistyczna. Warto wrócić do tego autora, którego pamiętam ze swojego dzieciństwa.

slow life, blog

„Pestka, Drops, cukierek” (G. Kasdepke), jeden z moich ulubionych polskich autorów; do książki dołączony audiobook.

slow life, blog

„Cudowna podróż” (S. Lagerlöf), książka (2 tomy) znaleziona na mojej półce. W dzieciństwie nie udało mi się jej przeczytać więc miałam szansę nadrobić zaległości. Dla wprawnych „czytaczy” i słuchaczy – długa, piękna, szczegółowa – każdy rozdział to osobna opowieść. W tamtym roku widziałam nowe wydanie, ale raczej mało rozpowszechniona.




[1] „Pamiątkowe rupiecie. Biografia Wisławy Szymborskiej. Wydawnictwo Znak, Kraków. Anna Bikont i Joanna Szczęsna 2012”