T
|
eraz, kiedy mój syn więcej czasu spędza w domu uczę go
podstaw ogrodnictwa. To powrót do
korzeni, dawnych czasów, czerpanie z nauczania domowego i przekonania, że nasze
życie jest nieustannym doszkalaniem się – wystarczy rozglądać się, wysuwać
wnioski, być uważnym i pokornym (czyli wiedzieć, że jeszcze niewiele się wie –
a może nawet prawie nic). Czyta się więc teksty i słucha ludzi mądrzejszych od
nas a potem pozostaje już tylko wciśnięcie życiowego ENTER. I gotowe. Czy zadziała?
Jest więc przesadzanie, sianie i podlewanie. Wybieranie
odpowiedniego stanowiska, kopanie i pielęgnacja. Co chcę mojemu uczniowi
przekazać? Posłużę się w tym momencie cytatem z książki Robina Sheltona pt. „Czas
na działkę”:
„Moje działania kłóciły
się ze szkołą myślenia <nie można dostać czegoś za nic>, czyli musiałem
gdzieś pobłądzić. <A zatem biorę jedną z tych garbatych, wydzielających
ostrą woń, zawiniętych w pergamin bryłek materii organicznej, wpycham do ziemi,
zapewniam im odpowiednie nawodnienie i za kilka miesięcy mogę wykopać osiem do
dziesięciu razy więcej, niż posadziłem>. Czysta magia.”
Piszę teraz tekst o ziołach, po raz kolejny sięgam więc
do literatury. Porady, mity, zastosowanie i właściwości. Setki lat zbierania doświadczeń
i wiedzą zaprzepaszczona w przeciągu jednego, czy może dwóch pokoleń. Uczę się
więc na nowo – wrzucam świeże listki i kwiaty stokrotki do imbryczka z sitkiem.
Zaparzam z imbirem i niekiedy, dla przyjemności, dodaję miód. Szukam ciekawych legend,
odrobiny tradycji i historii.
Tak bardzo mnie to zainspirowało, że ten rok w ogrodzie
będzie właśnie „ziołowy”. Często tak właśnie robię – poświęcam sezon wegetacyjny
jakiejś konkretnej roślinie albo grupie roślin. Wyjątkowo się na niej skupiając
i starannie wprowadzając do ogrodu. Nie chcę zapanować nad naturą, lecz
osiągnąć tę chwiejną równowagę między kontrolowaniem jej a jednocześnie
pozostawianiem jej pewnego marginesu wolności. Szukam więc miejsc, gdzie mogą
rosnąc kolejne zioła – być może wkradną się w niewykorzystywane dotąd zakamarki
i utworzą pachnące zakątki. Mam nadzieję, że dobrze poczują się w nowym
miejscu, trochę nad nim zapanują i rozrosną w sposób nie do końca przeze mnie zaplanowany.
Rozsadzam najpierw te, które mam – melisa z własnego
ogródka smakuje przecież najlepiej a teraz właśnie jej liście są wyjątkowo
świeże i błyszczące. Planuję posadzenie arcydzięgla (sadzonki dostępne w maju) i czosnku
niedźwiedziego (jesienią). Może nowe odmiany mięty? Robię eksperyment z
pietruszką - sieję ją choć wiem, że
długo przyjdzie mi czekać aż wzejdzie. Rukola, odkąd uciekła z pojemnika, miewa
się świetnie a szpinak nowozelandzki zajmie miejsce przy beczce z wodą
deszczową (w tamtym roku udał się świetnie). Dziurawiec, bluszczyk kurdybanek, mniszek
lekarski i krwawnik rosną u mnie „na dziko”. Tymianki, szałwia, oregano i
lawenda ozdabiają zakątki ziołowe a lubczyk rozrasta się przy domu… Nagietki dbają
same o siebie, wyziewając się co roku. Czy tak samo stanie się z ogórecznikiem?
Wprowadziłam go do ogrodu w zeszłym sezonie – jednak na wszelki wypadek wetknę
w ziemię jeszcze kilka okrągłych nasionek.
Po pracach ogrodowych biorę kartkę i planuję. Chcę aby
mój ogród jeszcze bardziej tętnił życiem. Teraz pora na herbatkę melisową.
Mamy pozytywne doświadczenia z ogórecznikiem - powielał się sam co roku u Babci w ogrodzie, dopóki sąsiedzi nie poprosili o usunięcie, "bo przylatuje za dużo pszczół". Babcia wycięła, bo mają małe dziecko. A ogórecznik łatwy w konsumpcji nie jest - kwiaty śliczne i dobre do dekoracji potraw, ale "futerko" na liściach utrudnia smakowanie, no chyba, żeby zrobić napar.
OdpowiedzUsuńZe mnie niestety ogrodnik jest kiepski, ale zauważyłam, że wiele osób blogujących o przyrodzie część osób poświęca ogrodnictwu. To z pewnością powrót do korzeni i nauka pokory, odpowiedzialności - zresztą ogólnie uczy tego kontakt z naturą, nieważne w jakiej formie. Każda jest warta uwagi.
OdpowiedzUsuń*część postów
UsuńBardzo fajnie zostało to napisane.
OdpowiedzUsuńSamo dbanie o ogród jak dla mnie jest również niezwykle ważną kwestią. Muszę przyznać, że ja również jestem zwolenniczką używania dobrych i przydatnych urządzeń w ogrodzie. Jaka dla mnie jednym z niezbędnych urządzeń jest wertykulator spalinowy https://garden-system.pl/spalinowe-c171 który również mam od niedawna.
OdpowiedzUsuńW sumie gdy posiadamy ogród to z pewnością miło się w nim spędza czas, ale przedtem należy w nim trochę popracować. Jak przeczytałam artykuł https://www.lovethegarden.com/pl-pl/artykul/jak-skutecznie-zwalczyc-mrowki-i-pajaki-w-ogrodzie to ja również już wiem w jaki sposób mogę zwalczyć mrówki czy pająki ogrodowe.
OdpowiedzUsuńOgólnie samo ogrodnictwo moim zdaniem jest niezwykle fajną sprawą i ja osobiście lubię tak spędzać czas. Tym bardziej, ze jeszcze jak mam dobre narzędzia to praca jest o wiele prostsza. Polecam na pewno systemy nawadniające z https://www.podlane.pl/ gdyż mam już je dokładnie sprawdzone.
OdpowiedzUsuńFaktycznie samo posiadanie ogrodu jest niezwykle ciekawą kwestią. Ja jeszcze teraz mam w planach rozpoczęcie zbierania wody deszczowej. Ciekawie na stronie http://piekniejszyogrod.pl/jaka-pompe-do-deszczowni-kupic napisano jaka pompa do wody deszczowej będzie fajnym rozwiązaniem.
OdpowiedzUsuńSamo korzystanie z ogrodu jest jak dla mnie świetną sprawą, gdyż w końcu na łonie natury możemy dobrze wypocząć. Mogę powiedzieć, że mi bardzo podobają się meble ogrodowe z https://ogrodolandia.pl/ iw właśnie któreś z nich będę miał niedługo.
OdpowiedzUsuńŚwietnie napisany artykuł.
OdpowiedzUsuń