piątek, 12 lutego 2016

Post czyli asceza duchowa

Luty – niby zima i niby przedwiośnie - w przyrodzie „ascetycznie” a upragniona wiosna jeszcze nie w zasięgu ręki. Z drugiej strony to doskonały czas, żeby zacząć przygotowania do wiosny.

Luty w tym roku to czas Wielkiego Postu - Jan Turnau pisze, że jest to: „Określenie niedobre, kojarzy się ze sprawami brzucha, choć przecież o ducha tu chodzi. Owszem, przyda się naszemu duchowi pewna powściągliwość w jedzeniu jako ćwiczenie charakteru, ale to także ma w końcu służyć dobrym relacjom międzyludzkim”.

·        Rodzinnie postanawiamy nie jeść przez ten czas słodyczy i maksymalnie ograniczyć cukier.

Asceza świecka odnosi się co prawda do właściwego jedzenia i picia, ale również do odpowiedniej proporcję pracy i wypoczynku, troski o zdrowe otoczenie oraz do ograniczenia konsumpcji. Mam wrażenie, że przez pełen euforii okres Świąt i początku roku obrastam w ubrania, książki, magazyny i różnego rodzaju gadżety – pora wreszcie usiąść i je wykorzystać.

·        Wykorzystuję ten czas na wielkie porządki.

To świetne ćwiczenie do nauki odejmowania i dzielenia i przeciwwaga do ciągłego dodawania i mnożenia. Moje porządki nie są w stylu japońskich bestsellerowych poradników czy minimalistycznego szału, ale zupełnie zdroworozsądkowe i wymuszone przez najlepszego w tej dziedzinie eksperta czyli raczkujące i zaglądające WSZĘDZIE dziecko.

Codziennie wyrzucam coś z domu (z towarzyszącą temu refleksją), przyglądając się jak z upływem czasu zmieniają się potrzeby i pragnienia naszej rodziny – zmieniamy się przecież cały czas i sami musimy za sobą nadążyć. Ustalamy więc nowe priorytety. Zastanawiam się nad swoim konsumpcjonizmem i realnymi potrzebami.

Dokładnie przeglądam szafę i z przyjemnością pozbywam się nienoszonych od jakiegoś czasu ubrań swoich i dzieci (posegregowane na bieżąco dziecięce ubranka oddaję dzieciom znajomych), wyrzucam przeterminowane kosmetyki (po co mi tyle lakierów do paznokci!) i lekarstwa (wszystko oczywiście zgodnie z zasadami segregowania odpadków) a tym samym wpuszczam trochę świeżego powietrza w zapomniane kąty i przeorganizowuję przestrzeń.

Pozostaje jeszcze rozprawienie się (czyli przeczytanie) z tymi wszystkimi książkami, które cierpliwie czekają na swoją kolej i zalegają na półkach i parapetach: moje własne, pożyczone od znajomych, albo z biblioteki.  Pożyczone rzeczy oddaję. Niepotrzebne książki oddaję do biblioteki na book-crossing. Powstrzymuję się przed kupowaniem nowych książek i magazynów (tak, tak – ŻADNYCH magazynów póki nie przeczytam wszystkiego co zaległe), zagłębiam w treść poprzednich numerów (na szczęście umiejętność czytania i wyrzucania czasopism i gazet na bieżąco mam już opanowaną więc nie będzie tego dużo).


Ogarniam. I będzie tak aż do wiosny, do Wielkanocy – oczyszczanie własnej przestrzeni co na pewno będzie miało wpływ na równoczesne oczyszczenie ducha. Za każdym razem jest łatwiej i radośniej.


slow life, post

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz