sobota, 16 lipca 2016

Czas wolny spędzany w domu

slow life, zdrowy styl życia, blog
Plenerowa wystawa J. Wilkonia w Piasecznie. 2015 rok.
W tym roku najprawdopodobniej nie wyjedziemy nigdzie na wakacje. Zostajemy w domu. Nie promuję tu bynajmniej spędzania urlopu w domu, ale czasem nam po prostu nie po drodze z wyjazdami. Z najróżniejszych powodów.


Czy jestem z tego powodu rozczarowana? Raczej nie – głowę mam zaprzątniętą innymi sprawami. Co więcej, wiele badań dowodzi, że dopiero po dwóch tygodniach odpoczywania zaczynamy się naprawdę relaksować (o przekoro losu!) – niestety, dla większości jest to czas, kiedy trzeba wracać do pracy a po nakręconych wakacjach to raczej trudne i mimo częstych deklaracji, połyskujących brązem opalenizny, wcale a wcale nie czujemy się bardziej wypoczęci.

Sama obserwuję ten rytm przełączania się u siebie. Po roku szkolnym (w takim systemie razem z mężem pracujemy) nie jestem w stanie jednym kliknięciem przestawić się na tryb: WAKACJE /LUZ; zawsze zajmuje to trochę czasu (chyba rzeczywiście  wspomniane dwa tygodnie) i jest jak powolne otrząsanie się z codziennego zmęczenia (jak widać nie tylko węże zmieniają skórę). Teraz właśnie doszłam do takiego stanu, kiedy mogę przyznać przed samą sobą: jestem wypoczęta. Jestem w domu. Ale czy to nam przeszkadza? Raczej nie – trzeba się po prostu przestawić i wykorzystać to, co daje nam okolica …

Jak zauważył brytyjski pisarz Gilbert K. Chesterton (1874 – 1936) dom to „jedyne miejsce na świecie, gdzie człowiek w sposób nagły może zmienić stary porządek, dokonując eksperymentu lub po prostu się wyżyć”. To my wyznaczamy reguły więc można porzucić przyzwyczajenia (myślowe) i przeżyć przygodę w naszym otoczeniu zamiast szukać ich gdzieś daleko.

·        Możemy zaplanować sobie weekend „brazylijski” z salsą, kawą, muzyką, kolorowymi strojami i kwiatami na balkonie.
·        Nieśpiesznie wypić kawę w przytulnej kawiarence i przy okazji przejrzeć prasę, rano pójść z wiklinowym koszem na zakupy na targ i zaprosić przyjaciół na przygotowaną przez siebie kolację.
·        Wybrać się na wycieczkę rowerową w poszukiwaniu nowych miejsc (niezależnie czy jesteśmy w mieście czy na wsi).
·        Pójść na dobry obiad do restauracji zupełnie bez okazji.
·        Obejrzeć wystawę organizowaną w okolicy.

Propozycji jest naprawdę wiele, a przy okazji:  Niezła zabawa. Wielość możliwości. Przełamywanie przyzwyczajeń.
Zastanówmy się czego tak bardzo poszukujemy na wyjeździe i wprowadźmy to do naszego domu. Może okaże się, że nasza codzienność dzięki temu staje się bardziej kolorowa i niezwykła.


Ponieważ swoje propozycje lubię popierać przykładami z życia wziętymi, oto kilka z nich:


slow life, warszawa, blog
Wybrać się na obiad. Bar Bambino - idealne miejsce w Warszawie na obiad z dziećmi.

slow life, blog, warszawa
Pokarmić gołębie na nieśpiesznym spacerze. Warszawa.

slow life, warszawa, blog
Przy okazji wycieczki rowerowej odkryć nowy plac zabaw. Warszawa, Ochota

slow life, warszawa, blog
... i coś dla siebie. R99. Warszawa

slow life, Podkowa Leśna, blog
Obejrzeć perełki okolicznej architektury, Podkowa Leśna.

slow life, Podkowa Leśna, blog
Przejechać się kolejką wąskotorową. Podkowa Leśna - MIASTO OGRÓD

slow life, warszawa, blog
Wybrać się na koncert. A. Rojek.

slow life, Piaseczno, blog
Wybrać się na lokalną wystawę. Plenerowa wystawa J. Wilkonia. Piaseczno.

slow life, blog
Zrobić ognisko i przy okazji podziwiać letnie, rozgwieżdżone niebo.

slow life, warszawa, blog
Podziwiać okoliczne ogrody - może nawet te na dachu. Warszawa. Centrum Nauki Kopernik.

slow life, warszawa, blog
Wejść na dach. Warszawa.

slow life, warszawa, blog
Pójść nad wodę bo to zawsze uspokaja. Warszawa.

slow life, blog
Znaleźć lokalne atrakcje. Miasteczko Western. Runów

slow life, blog
Poleniuchować.

slow life, blog
Pielęgnować kwiaty... na przykład na balkonie.

slow life, blog
Poćwiczyć na placu zabaw.

slow life, rower, blog
Wybrać się na wycieczkę po najbliższej okolicy i zobaczyć jak się zmieniła.

slow life, blog
Obserwować przyrodę.

slow life, blog
Obserwować miasto. Jego rytm i codzienność.

8 komentarzy:

  1. Wyjęłaś mi słowa z głowy :)
    Pięknie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słowa mogą być podobne, obrazy w głowie zawsze inne - to mnie fascynuje :)

      Usuń
  2. ja mam piękny urlop ... w kawalerce 26m :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z tym, że w pierwszych dniach urlopu człowiek jest nieco "oszołomiony" i tak naprawdę ciężko jest przestawić się na prawdziwy relaks. Ja ostatnio pierwszego dnia urlopu wyjechałam, a przedostatniego wróciłam. Urlop trwał tylko tydzień i mimo wspaniałego wyjazdu, o prawdziwym odpoczynku nie było mowy.
    Również lubię czasem po prostu podczas wolnych dni oddać się przyjemnościom zwykłego życia i zająć się całkiem przyziemnymi sprawami, na które nie zawsze mamy czas na co dzień.
    Twoje propozycje są zdecydowanie godne wypróbowania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiamy wyjeżdżać, ale ze względu na małe dziecko już drugi rok zostajemy w domu. Najbardziej tęsknię za górami bo mimo, że całe życie mieszkam w "płaskiej jak stół" części Polski, to mam do nich jakieś totalne ciągoty. No cóż, niektóre rzeczy trzeba po prostu odłożyć na jakiś czas na bok :) Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Dokładnie, nie należy się stresować gdzie i jak daleko się pojedzie, ja jestem podróżniczką, uwielbiam podróżować ale i w moim życiu bywa że nie mogę jechać na wakacje. Być może a raczej napewno nie zagramy się z mężem z urlopem i zadowolę się 3 dniami nad morzem, trzeba się oderwać , zresetować szare komórki... Potrafię to zrobić również w domu, wystarczy spokojny wieczór, dobry film, wino, dobra kolacja. Dla mnie te rzeczy są ważne więc bardzo je doceniam i staram się nimi delektować na maxa!!! Takie życie:)))) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na wszystko jest przecież właściwy moment. Najgorsza jest ta wewnętrzna "spina". Bardzo się pilnuję, żeby jej nie ulegać - choć czasem to trudne... :D Pozdrawiam.

      Usuń