Czwartek. Przedsmak wakacji - czujemy już powiew luzu (ach
ten letni wietrzyk), wino schładza się w lodówce (to dla nas rzadkość bo jako
typ sportowy praktykujący nieczęsto
pozwalamy sobie na picie alkoholu) ale, ale… Paweł przed pójściem na urlop ma
do skończenia BARDZO WAŻNY projekt więc atmosfera gęsta, smolista i
esencjonalna jak espresso w Relaksie
– a jak wiadomo: maż i żona to naczynia połączone (i to bynajmniej nie tylko w
sypialni).
Zmieniamy się w opiece nad Dzidziolem i wydaje mi się,
że robimy wszystkie z tych rzeczy o których marzą mieszczuchy myśląc o
sielskiej wsi: rano jeździmy na rowerach 5 km do lokalnego sklepu po mleko,
serek na awanturkę i czereśnie, wypuszczamy Dzidziola na podwórko na tzw. LUZ
gdzie może dowolnie zbierać kamyki i porzeczki, taplać się w błotku i oblewać
wodą. Moczymy się (ja tylko do kolan) w rozłożonym baseniku i bujamy w hamaku
popijając w marzeniach idealnie schłodzone czerwone wino (bo jeszcze praca).




