niedziela, 26 czerwca 2016

Małe palarnie kawy czyli bardzo aromatyczna paczka

slow life, blog

Tak to już jest, że apetyt rośnie w miarę jedzenia… a niekiedy i w miarę picia. Nie ukrywam, że uwielbiam pić dobrą kawę i to niezależnie od pory roku, pogody i humoru.


Pita w dobrym towarzystwie przyprawia mnie zawsze o znakomity nastrój. Albo taka przed schroniskiem górskim - wczesnym porankiem, z parującego kubka, kiedy czuć w powietrzu orzeźwiające mgliste kropelki… Na przykład z takim oto widokiem (oj, o czymś takim mogę teraz tylko pomarzyć, ale może kiedyś…):

slow life, blog

W każdym razie, wracając do kawy, lubię zamawiać tę z małych polskich palarni. Dawno temu eksperymentowałam ze wszystkimi kawami jakie tylko mogłam znaleźć na półkach supermarketu: tańszymi, droższymi, mielonymi i ziarnistymi, ale zawsze chciałam czegoś więcej czując intuicyjnie, że przecież gdzieś musi być kawowe Eldorado.

slow life, blog

slow life, blog

Średnio raz w miesiącu przychodzi do mnie najbardziej aromatyczna paczka na świecie a sam opis kawy przyprawia już o zawrót głowy, na przykład BURUNDI FULLY WASHED NGORUGS: „Oznacza się orzeźwiającym smakiem z nutą czerwonych owoców, jagód, cytrusów, miodu i cynamonu (…). Ziarna są zbierane ręcznie, a do produkcji nie używa się pestycydów. Kawa uprawiana jest głównie na wysokości 1250 – 2000 m n.p.m.”

W upały eksperymentuję z kawami mrożonymi i wkrótce o wynikach tych eksperymentów napiszę.


2 komentarze:

  1. Dzięki tobie dowiedziałam się że są polskie palarnie, musisz coś więcej o tym napisać bo mnie bardzo zaciekawiłaś!

    OdpowiedzUsuń
  2. W takim razie coś niedługo napiszę. Moją ulubioną (jak dotąd) palarnią jest A&A Coffee a zakupy robię przez internet na stronie caffegaleria.pl - kupuję tam między innymi kawy z tej palarni. I czasem herbaty. Myślę, że warto spróbować.

    OdpowiedzUsuń