sobota, 9 stycznia 2016

Jak zrobić najlepszą kawę w mieście (cz.1)



cafe stor, slow life, warszawa, blog

Moja miłość do kawy zaczęła się… około 10 lat temu na poddaszu warszawskiej kamienicy na Starówce. Była to pracownia i mieszkanie Magdy – długowłosej, odrobinę roztrzepanej  artystki malarki do której przychodziłam na zajęcia z ceramiki.

Nie było to klaustrofobiczne poddasze zapełnione blejtramami, ale mieszkanie trzypoziomowe; drewnianymi schodkami schodziło się do głównego pokoju połączonego z małą kuchnią i sypialnią, na poziomie „zerowym” była sypialnia dla gości i schodki prowadzące na antresolę z której można było oglądać otwarty „dół” oraz wyjść przez okno na balkonik, który z kolei otwierał widok na morze falujących dachów.  
Nasze spotkania zaczynały się od pogaduszek i KAWY zaparzanej w kafeterce (przywiezionej z Francji) do której Magda zawsze dodawała spienione ręcznie (w spieniaczu) mleko i cukier w ręcznie robionej przez siebie cukierniczce z odciśniętym liściem miłorzębu; na spodeczku kładła niezmiennie czekoladkę lub ciasteczko.


slow life, blog

I w takiej oto scenerii narodziła się moja miłości do cappuccino, kafeterek, ceramiki i miejskich widoków ponad dachami. Była to dla mnie również pierwsza praktyczna lekcja zaparzania.

Po kawę Magda zbiegała czasem (po dziesiątkach kamiennych i zakręconych schodkach) do sklepiku spożywczego na rogu obok i przynosiła paczkę mielonej, zupełnie przeciętnej kawy.

Ja przez te kilka lat nauczyłam się wybierać ziarna, które same w sobie są wyjątkowe – dojście do tego zabrało mi trochę czasu.

Moja idealna filiżanka to pojedyncze espresso zrobione z kawy o orzeźwiającym smaku z nutą czerwonych owoców, miodu i cynamonu z małą ilością spienionego mleka. Dla mojego męża ideałem będzie podwójne espresso z wyczuwalnym aromatem owocowym np.: skórki pomarańczowe, mandarynek i czarnych porzeczek. Rano, między 5 a 6 preferuje kawę mieloną (z wygody) i klasyczny smak espresso.
Ponad wszystko jest jednak sam rytuał – umiejętność zatrzymania się na chwilę w czasie szybko pędzącego dnia i wysłuchanie drugiej osoby lub siebie samego „przy kawie”.

Nie kupuję kawy w marketach ponieważ wybieram niekomercyjne mieszanki z małych palarni. Jaka jest różnica? Jak pomiędzy ziarnami zbieranymi maszynowo (wyobraźmy sobie taki kombajn do kawy zbierający wszystko „jak leci”) z plantacji przemysłowych („zielona pustynia erozyjna”) a ziarnami zbieranymi ręcznie z ocienionych drzewami, całkowicie naturalnych, małych plantacji (często wyżynnych) na których nie używa się pestycydów.

A co z ceną? S. M. Woźny w swojej książce „Tajemnice Kawy” obliczyła, ile kosztuje filiżanka kawy w domu. Dla kawy klasy gourmet będzie to 1,06 zł za filiżankę a dla kawy konwencjonalnej ok. 21 groszy. Różnica wynosi więc 85 groszy. Pani Woźny pyta: „Może warto zatem odżałować nieco więcej pieniędzy, by cieszyć się smakiem kaw najwyższej jakości?”. Dla mnie warto, chodź płaci się za to pewną cenę: po przyzwyczajeniu się do intensywnego, aksamitnego smaku bardzo trudno znaleźć na mieście kawę, która sprostałaby naszym wymaganiom.
Proponuję na początek dwa zadania:
Zadanie 1: Rozejrzyjcie się wokół czy w Waszym mieście nie ma małej palarni kawy.
A: Jeśli jest – zapoznajcie się z jej ofertą i kupcie coś na próbę.
B: Jeśli nie ma – skorzystajcie ze sklepu internetowego. Dla ułatwienia zdradzę, że ja robę zakupy w sklepie pod wirtualnym adresem: www.caffegaleria.pl
Zadanie 2: Poszukiwaniu w swoim otoczeniu młynka do kawy – warto.
c.d.n.

Oto moja włoska kafeterka BRASIL G&Z na 6 filiżanek, w kolorze złotym (cena około 69 zł):


slow life, kawa, kawiarka, blog

Młynek do kawy znalazłam na pchlim targu; przeczekał około 25 lat w firmowym radzieckim opakowaniu i z fabrycznie zwiniętym kablem - w końcu stał się bardzo ważnym urządzeniem w naszym gospodarstwie domowym:


slow life, kawa, kawiarka, blog

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz